Chciałbym się z Wami podzielić tym, czego kiedyś doświadczyłem będąc jeszcze w zakonie. Doświadczenie to bardzo mnie dotknęło i skłoniło do refleksji nad ludzkim cierpieniem, nad naszą postawą w stosunku do niego.
Do naszego klasztoru przychodziło wiele osób bezdomnych, aby dostać coś do jedzenia czy ciepłej herbaty do picia. Zawsze któryś z nas im to przygotowywał i dzięki temu mogliśmy ich poznać , zamieniając z nimi kilka słów. Tak więc ci ludzie nie byli nam obcy ani obojętni.
Pewnego dnia wyszedłem na zakupy do sklepu, ale tak się jakoś złożyło, że byłem tam ok 30 minut za wcześnie. Czekając aż otworzą mi sklep, zobaczyłem właśnie jednego z tych bezdomnych, który wśród kolegów ma ksywę „słodki”. Podszedłem więc do niego i zaczęliśmy ze sobą rozmawiać.
Ludzie przechodzili obok i tylko spoglądali na nas, może trochę zdziwieni, że jakiś młody człowiek (byłem bez habitu) rozmawia z bezdomnym. Gdy tak rozmawialiśmy, mój towarzysz dostał ataku padaczki. Upadł na ziemię, zaczął się trząść, a z jego ust zaczęła toczyć się piana.... Gdy to zobaczyłem to przestraszyłem się kompletnie nie wiedziałem, co powinienem zrobić.
W tym momencie część ludzi przystanęła i zaczęła się przyglądać, a inni po prostu przechodzili obok, jakby nic się nie działo.
Zapytałem, czy może ktoś z tych ludzi ma telefon komórkowy, a jeśli tak , to niech zadzwoni po pogotowie. W odpowiedzi usłyszałem słowa ;
„To nie ma sensu, bo i tak do niego nie przyjadą , oni już go znają”.
Odpowiedziałem ;
„To nie jest ważne czy go znają czy nie. Niech pan idzie i zadzwoni po pogotowie, bo to jest nasz obowiązek”.
Człowiek ten stał dalej i tylko się przyglądał, Więc powtórzyłem moją prośbę tym razem podnosząc nieco głos. Dopiero w tym momencie , poszedł on zadzwonić po pogotowie. Następnie zapytałem stojących tam ludzi;
Czy może ktoś wie, co powinno się w takiej sytuacji zrobić, jak temu człowiekowi pomóc?
Jeden mężczyzna , który tylko biernie przyglądał się całej tej sytuacji, powiedział ;
„Jeśli chce pan mu pomóc, to powinien go pan obrócić na bok, aby się udławił swoją śliną”
Gdy to tylko usłyszałem, podszedłem do niego, obróciłem go na bok i w takiej pozycji go trzymałem. Zapach był okropny i pewnie jakbym zjadł coś na śniadanie, to zaraz bym to zwymiotował. Gdy tak trzymałem „słodkiego”, to jedna ze stojących obok kobiet powiedziała do mnie;
„po co pan to robi? To przecież alkoholik i bezdomny, niech pan go tak zostawi , to nie ma sensu...”
Gdy to usłyszałem, to w pierwszej chwili chciałem coś powiedzieć, ale ugryzłem się w język i nie skomentowałem tego. Po pewnym czasie „słodki” przestał już drgać, tak jakby wszystko minęło. Podniosłem go i pomogłem mu usiąść na murku. W tej chwili ludzie zaczęli się już rozchodzić a po pewnym czasie przyjechało pogotowie. Przyszło dwóch pielęgniarzy, którzy zabrali „słodkiego” do szpitala, mówiąc mi , że to już nie pierwszy raz zabierają go w takim stanie. Gdy zapewnili mnie, że zabiorą go do szpitala, wróciłem do klasztoru ciągle mając przed oczami zaistniałą sytuację.
Jak widzicie, z całej tej historii możemy wyróżnić cztery grupy ludzi, którzy w odmienny sposób reagowali na to, co działo się z tym człowiekiem, gdy dostał ataku padaczki.
Widzimy ludzi, którzy przechodzą obojętnie, tak jakby nic nie widzieli, jakby nic się nie działo.
Widzimy ludzi, którzy się zatrzymują i przyglądają temu wszystkiemu, jakby byli świadkami jakiegoś niecodziennego widowiska.
Widzimy także ludzi, którzy wiedzą, jak powinno się zachować w takiej sytuacji, ale sami nie chcą nic robić, ponieważ wolą się tylko przyglądać i czekać na finał całego zajścia. (człowiek, który powiedział mi, abym przewrócił „słodkiego” na bok).
W końcu widzimy ludzi, którzy wiedzą jak udzielić pomocy i tej pomocy udzielają, nie zważając na to, kim jest potrzebujący i jak wygląda. (dwóch mężczyzn z pogotowia).
Myślę, że warto w tym miejscu odpowiedzieć sobie na pytanie, w której grupie ludzi ja bym się znalazł, gdybym był świadkiem takiego, czy podobnego zdarzenia?
Czy przeszedłbym obojętnie obok?
Przyglądał się temu , co się dzieje?
Czy może udzieliłbym pomocy, jeżeli bym potrafił?
Jaka byłaby moja reakcja ?
Często boli nas to , co dzieje się na świecie. Boli nas to , że tak wielu ludzi doświadcza w swoim życiu jakiegoś cierpienia. Jeżeli to potrafimy zauważyć i współczuć tym ludziom, to znaczy, że jesteśmy już na dobrej drodze. Ale nasza postawa nie może ograniczać się tylko do współczucia. Jezus zostawił nam piękna przypowieść o dobrym Samarytaninie, która jasno i konkretnie mówi nam o tym, jaka powinna być nasza reakcja w konfrontacji z cierpieniem drugiego człowieka.
„Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.
Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go.
Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał.
Któryż z tych trzech okazał się według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?»
On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie».
Jezus mu rzekł: Idź, i ty czyń podobnie”. (Łk 10, 30-37)
Na końcu tej przypowieści Jezus stawia nas przed konkretnym zadaniem, gdy mówi; „Idź, i ty czyń podobnie”. Te słowa są skierowane do wszystkich bez wyjątku, tak samo do mnie, jak i do Ciebie. Ale to już tylko ode mnie zależy, czy będę realizował te słowa w swoim codziennym życiu. Czy będę starał się okazywać drugiemu człowiekowi w potrzebie miłosierdzie i udzielać pomocy tak jak ten dobry Samarytanin. Jezus oczekuje od nas konkretnego działania i wypełniania tego „polecenia” na co dzień. Otwierajmy więc swoje serca na drugiego człowieka i nie bądźmy obojętni na to, co się dzieje wokół nas.
Nie możemy się zatrzymać tylko na współczuciu i nic nie robić, oczekując tylko tego, aby Bóg sam coś zrobił, tak jak człowiek z tej oto historii;
Pewien człowiek przechodząc kiedyś przez miasto spotkał dziewczynkę w podartym ubraniu, która prosiła o jałmużnę. Powiedział on wtedy do Boga; „Panie, dlaczego pozwalasz na coś takiego? Proszę Cię, zrób coś!”.
Wieczorem w wiadomościach zobaczył mordujących się ludzi, oczy konających dzieci i ich biedne wychudzone ciała. I znów zwrócił się do Boga; „Panie, zobacz ile biedy, ile cierpienia. Zrób coś!”.
Nocą, we śnie, człowiek ten usłyszał głos Pana , który mówił ;
„Zrobiłem już coś, STWORZYŁEM CIEBIE”.
PS. Jeżeli podobał Ci się ten post i myślisz że warto się nim jeszcze z kimś podzielić, to zapraszam do udostępniania i polubienia mojej stron na FB.
https://www.facebook.com/Opieka-os%C3%B3b-starszych-1499674176983929/timeline/?ref=aymt_homepage_panel
Dzięki temu będziesz zawsze na bieżąco . No i oczywiście zapraszam do komentowania - zostaw jakiś ślad po sobie .

W całej tej histori zapomniałeś o jeszcze jednej grupie ludzi! A mianowicie o tej, którą sam reprezentujesz! Ludzie którzy nie wiedzą co robić a kierowani dobrocią, sercem, instynktem (czy jak tego nie nazwiesz) POMAGAJĄ! Nie stoją biernie tylko starają się uratować to życie które dla wielu innych nie ma wartości. Smutne to ze w takich czasach przyszło nam żyć- a może to nie czasy złe? Może to luzie źli? Obojętność i samotność to dwie najgrsze trwogi naszego świata, tak więc szacunek dla ciebie kolego bo uratowałeś smotnego i obojętnego wszystkim czlowieka. Pomogłeś uratować mu życie a to jest bezcenne. I ja ci za słodkiego bardzo dziękuję!
OdpowiedzUsuńdziękuję za tak pozytywny komentarz :)
Usuń