wtorek, 18 listopada 2014

Upadek i chwila zwątpienia...


  Po obiedzie dziadek powiedział mi, że chce się położyć na godzinkę czy dwie do łóżka. Chciał się zdrzemnąć, jak to miał w swoim zwyczaju . Wtedy jeszcze był w stanie sam  chodzić, (choć  był już dość słaby) więc postanowił położyć go w jego pokoju na piętrze . Nie mogąc być w dwóch miejscach naraz, aby go asekurować w czasie wchodzenia, i schodzenia po schodach stosuje taką zasadę. Wychodzę z założenia, że człowiek leci do tyłu – wchodząc do góry , lub do przodu – schodząc po schodach . Dlatego w zależności od tego, czy wchodziliśmy na górę, czy schodziliśmy na dół, byłem przed nim albo za nim. Wejście na piętro przebiegło bez większych problemów i tak jak dziadzio chciał – położyłem go spać aby odpoczął sobie po obiedzie . Sam w tym czasie poszedłem do mojego pokoju obok i coś tam sobie czytałem.

   Minął jakiś czas. Dziadek się obudził i zawołał mnie do siebie. Więc jak zazwyczaj poszedłem do niego , pomogłem mu się ubrać, wstać z łóżka i udaliśmy się w drogę na dół. Przed schodami jak zawsze wyprzedziłem dziadka aby być przed nim, i ewentualnie go złapać jakby leciał do przodu . Niestety tym razem stało się coś zupełnie innego. Będąc przed nim w czasie schodzenia po schodach, dziadek poleciał do tyłu . Oczywiście próbowałem go złapać, jednak będąc z przodu nie za wiele mogłem zdziałać (jedynie tyle co trochę zamortyzowałem jego upadek w ten sposób, że dziadek niejako usiadł na schodach ). Niestety zaraz potem poleciał do tyłu, i nieszczęśliwi rozciął sobie głowę o kant szafy, jaka stała na przedpokoju .

   W jednym momencie zaczął krwawić . Podniosłem go szybko i zaprowadziłem s powrotem do pokoju. Wziąłem gazę i przyłożyłem mu ją do rany mówiąc;

   „Niech pan to tak trzyma i dociska do rany aby zatamować krwawienie”. 

   Po chwili pobiegłem do telefonu i zadzwoniłem po karetkę.
Byłem roztrzęsiony i wystraszony całą tą sytuacją . Poszedłem do dziadka zobaczyć jak się czuje . On siedział spokojnie, tak jak go posadziłem, i trzymał tą gazę przy ranie .Chcąc sprawdzić czy jeszcze sobie czegoś nie zrobił, zapytałem go;

   Ja.„Boli pana coś jeszcze, czy tylko ta głowa”?

   On„Poza głową nic więcej mnie nie boli. Umiem dobrze upadać”

   JaZadzwoniłem już po karetkę. Zaraz przyjedzie i zajmą się tą pana głową. Niech pan się nie martwi, wszystko będzie dobrze”.

   Dom dziadka znajdował się na końcu ulicy, więc zdecydowałem się wyjść na zewnątrz i tam wypatrywałem karetki . Nie minęło 5 minut i karetka stała już pod naszym domem. Powiedziałem sanitariuszom co się stało, i zaprowadziłem ich na górę do pokoju, w którym siedział dziadek .

Oczyścili mu delikatnie ranę i stwierdzili, że jest na tyle duża i głęboka, że trzeba będzie ją zaszyć . Chcieli zabrać dziadka do szpitala, aby lekarz mógł mu tą ranę zaszyć. Jednak ja wiedziałem, że to nie byłoby takie proste, ponieważ dziadek miał paniczny strach przed karetkami . Krótko przed tym wypadkiem wrócił ze szpitala, i widziałem jak trudna była dla niego podróż karetką. Kilku sanitariuszy musiało go trzymać, a on prawie całą drogę krzyczał i się wyrywał . Dlatego zapytałem sanitariusza;

    Ja. „Nie można tego jakoś inaczej załatwić? Musi dziadek już teraz koniecznie jechać do szpitala karetką? On bardzo się boi , gdy się go zamyka w karetce. Więc wolałbym mu tego zaoszczędzić , jeśli jest taka możliwość”.

   On. „No dobrze. Jeszcze jakiś czas może on tak zostać z tym opatrunkiem, jaki zrobiłem. Ale jeszcze dzisiaj, ta rana musi być zszyta. Możesz jechać do szpitala albo do swojego lekarza, jeśli jeszcze zdążysz”.

   Ja. Zaraz zadzwonię do syna dziadka i on zawiezie go do lekarza swoim samochodem. Na pewno będzie to lepsze dla dziadka i zaoszczędzi mu wiele strachu”.

   Tak jak powiedziałem , tak też zrobiłem . Poszedłem do telefonu i zadzwoniłem do syna dziadka mówiąc mu co się stało. Powiedziałem, że dziadek się przewrócił i rozbił sobie głowę , że wezwałem karetkę a sanitariusze chcieli go zabrać karetką do szpitala. Jednak przekonałem ich, że lepiej będzie jak on przyjedzie, i samochodem zabierze ojca do lekarza, bo trzeba jak najszybciej pozszywać tą ranę. Po krótkim czasie syn dziadka przyjechał, i we trójkę pojechaliśmy do lekarza . Na miejscu lekarz pozszywał dziadkowi tą ranę (założył mu 5 szwów ) i wróciliśmy do domu.

   Przez cały ten czas robiłem sobie wyrzuty, że może mogłem temu zapobiec , gdybym nie stał na tych schodach przed nim tylko z tyłu. Może wtedy bym bez problemu go złapał, i nic by się nie stało… Myślałem, że może to nie jest praca dla mnie, bo przecież nie byłem w stanie zapobiec temu, aby dziadek nie rozciął sobie głowy.  Przecież moim obowiązkiem jest go pilnować, i uważać na niego aby nic sobie nie zrobił …

   W tym momencie, gdy tak biłem się z myślami, syn dziadka odezwał się do mnie i powiedział ;

   „Dobrze Grzesiek, że byłeś na miejscu i zareagowałeś w ten sposób. Bo gdyby Cię nie było, a tato by tak upadł i rozciął sobie głowę, to by mogło się źle skończyć. On sam nie byłby w stanie zdzwonić po mnie czy po karetkę, i wezwać pomocy . Dlatego Ci dziękuję.” 

   Gdy to usłyszałem zdałem sobie sprawę z tego, że on faktycznie ma racje, i że najprawdopodobniej tak by się to mogło skończyć, gdyby mnie przy nim nie było . Zrozumiałem wtedy, że nawet jeśli człowiek się jak najbardziej stara i pilnuje podopiecznego, to nie zawsze uda się zapobiec temu, aby nic się nie stało . Jednak gdy już dojdzie do jakiegoś wypadku, ważne jest aby szybko i właściwie zareagować, bo właśnie po to jesteśmy przy tych osobach .




PS. Jeżeli podobał Ci się ten post i myślisz że warto się nim jeszcze z  kimś podzielić, to zapraszam do udostępniania i polubienia mojej stron na FB.

https://www.facebook.com/Opieka-os%C3%B3b-starszych-1499674176983929/timeline/?ref=aymt_homepage_panel

Dzięki temu będziesz zawsze na bieżąco . No i oczywiście zapraszam do komentowania - zostaw jakiś ślad po sobie .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz