czwartek, 24 grudnia 2015

Święta inne niż wszystkie

  

    Po śmierci dziadka i jego pogrzebie wróciłem do Polski i zrobiłem sobie dłuższą przerwę.
W październiku wyjechałem kolejny raz do pracy jednak tylko na 4 miesiące jak się później okazało. W czasie przedświątecznym stan zdrowia dziadka nie był już dobry . Brał coraz więcej leków , które tak naprawdę za bardzo mu już nie pomagały . Krótko przed samymi świętami przyjechał lekarz z wizytą i pobrał dziadkowi krew do badania . Na drugi dzień ku mojemu zaskoczeniu pojawił się u nas znowu i powiedział, że wyniki badań mogą wskazywać na niewydolność nerek . Zadzwoniłem do siostrzeńca dziadka , dałem mu lekarza do telefonu i wspólnie stwierdzili, że nie ma innej możliwości jak tylko wysłanie dziadka do szpitala . Po krótkim czasie przyjechała karetka i dziadek już drugi raz pojechał do szpitala. Przez te wszystkie dni przed świętami jak i w święta jeździłem do niego po 2 razy dziennie – zazwyczaj rano i wieczorem. Myślałem, że tego roku spędzę święta w szpitalu przy łóżku dziadka , jednak na szczęście tak się nie stało .

   Przed wigilią zadzwonił do mnie siostrzeniec dziadka i zaprosił mnie do siebie .
Co prawda odległość była nie mała – bo ponad 100 km, ale zdecydowałem się pojechać . W końcu w wigilię nikt nie powinien być sam . Rano pojechałem do sklepu, kupiłem dobrą whisky, a następnie udałem się do dziadka do szpitala, Po odwiedzinach w szpitalu już bezpośrednio stamtąd ruszyłem się w drogę . Wigilię spędzałem z siostrzeńcem dziadka , jego żoną i synem . Zaraz po przyjeździe zostałem ciepło przywitany i po krótkim czasie zasiedliśmy do stołu . Po wspólnej kolacji i rozmowach przenieśliśmy się do innego pokoju gdzie zasiedliśmy wygodnie i raczyliśmy się dobrym winem . Wtedy też odbyło się wręczanie i rozpakowywanie prezentów . Pamiętam że dostałem wtedy cały 6 sezon serialu – Berlin Tag & Nacht , który kiedyś u poprzedniego dziadka zawsze oglądałem. Z racji tego, że ten nie włączał prawie wcale telewizora (dźwięki mu się nakładały i bardzo szybko męczył mu się wzrok co było dla niego męczące) to byłem strasznie do tyłu z tym serialem,  o czym kiedyś w rozmowie powiedziałem jego siostrzeńcowi . Zapamiętał to sobie i w ten sposób zrobił mi naprawdę miłą niespodziankę . Poza tym dostałem książkę po niemiecku w której środku znalazłem świąteczną kartkę i 300 euro. Otworzyłem ją i zacząłem czytać ;

                                                            Boże Narodzenie 2012
Drogi Grzegorzu
Życzymy Ci wesołych i błogosławionych świąt i dziękujemy Ci za twoją wspaniałą prace jaką wykonujesz przy naszym wujku . Jesteś dla niego jak i dla nas bardzo ważny. Z okazji nowego roku życzymy Ci siły , radości i zdrowia , gdziekolwiek będziesz , przy naszym wujku czy przy nowych zadaniach i wyzwaniach. Ty wiesz najlepiej czego sobie życzysz , dlatego dajemy Ci pieniądze także od moich rodziców i mojego brata. Może będzie to część pieniędzy na przeróbkę Twojego samochodu na gaz ? 

(kiedyś w rozmowie wspominałem ,że chciałbym w przyszłości przerobić mój samochód na gaz bo dosyć dużo mi pali)     

Życzymy Ci także dobrej zabawy przy oglądaniu DVD oraz przy czytaniu książki .                  Grzegorz , to jest piękne że jesteś …                                                     Dziękujemy 


   Pod tekstem podpisała się prawie cała rodzina dziadka - jego siostrzeńca z żoną i synem , jego Ojciec z żoną – siostrą dziadka oraz jego dwaj bratankowie. Nigdy bym nawet nie pomyślał, że moja praca zostanie w taki sposób doceniona i że dostanę taki prezent. Byłem tym naprawdę bardzo miło zaskoczony i wzruszony.

   Święta te były dla mnie jeszcze z jednego powodu wyjątkowe. Z racji tego , że siostrzeniec dziadka jak i on sam był protestantem zapytał się mnie , czy nie chciałbym iść z nimi do kościoła na mszę. Powiedziałem wtedy;

  czemu nie , nigdy nie byłem na takiej mszy więc chętnie zobaczę coś nowego. Oczywiście jeśli mogę i nie będzie to dla nikogo problemem.

   I tak byłem pierwszy raz na protestanckiej mszy. Nie była to zbyt duża wspólnota, bo na mszy było może z 20-30 osób . W porównaniu do setek wiernych jacy w mojej parafii są na niedzielnej eucharystii to było dla mnie naprawdę nie wiele. Jednak dzięki temu po mszy pani pastor stała przed kościołem , osobiście żegnała każdego i rozmawiała z wiernymi. Bardzo mi się to spodobało i myślę, że u nas brakuje trochę takiego osobistego kontaktu Kapłana z wiernymi. W każdym bądź razie było to kolejne nowe doświadczenie, jakie dane było mi przeżyć. Po mszy  chciałem już wracać bo czekała mnie jeszcze droga powrotna, jednak siostrzeniec dziadka wpadł na pomysł aby pokazać mi okoliczne góry. Zabrał mnie w piękne miejsca w swojej okolicy , spacerowaliśmy nad jeziorem otoczonym górami a z jednego miejsca widokowego mogłem zobaczyć Alpy. Pogoda dopisała więc było je bardzo dobrze widać tego dnia . Potem rozstaliśmy się i każdy udał się w drogę powrotną do domu. Pomimo tego, że większość tych dni świątecznych spędziłem przy dziadku w szpitalu to bardzo miło wspominam te święta i jestem wdzięczny za to wszystko, co dane mi było zobaczyć i doświadczyć w tym czasie .

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Moje drugie i trzecie święta w Niemczech


 

 Kolejny wyjazd i kolejne święta . Z tą rodziną dane mi było spędzić dwa kolejne święta Bożego Narodzenia , niestety te drugie już bez dziadka którym się opiekowałem, ponieważ kilka dni przez samymi świętami zmarł.

   Święta spędzone z nim i jego rodziną na mocno zapisały się w mojej pamięci . Była wielka przystrojona choinka , kominek , wigilijna kolacja i cała rodzina zgromadzona przy jednym stole. Był syn dziadka z żoną , jego wnuczek z dziewczyną i wnuczka z mężem . Wspólna kolacja a potem prezenty. Ku mojemu zaskoczeniu nie odbywało się to tak jak w czasie moich pierwszych świąt. spędzonych w Niemczech . Nie było też tak , że każdy szedł pod choinkę i szukał prezentu dla siebie. Gdy skończyła się kolacja i wszystko zostało sprzątnięte ze stołu syn dziadka wyciągnął kostkę do gry. Widząc moje zdziwienie na twarzy powiedział:

   teraz każdy po kolei będzie rzucał tą kostką i ten kto wyrzuci 6 oczek to wstaje , idzie do choinki i przynosi dla kogoś prezent. 

   I tak też było – zaczęliśmy rzucać kostką a ta osoba która wyrzuciła 6 oczek szła i przynosiła prezent który losowo wybrała . Wręczała go tej osobie dla której był podpisany prezent a następnie ta osoba go otwierała. Gdy już go otworzyła i dowiedziała się od kogo ten prezent dostała, to mogła za niego podziękować  i dopiero wtedy rzucanie kostką odbywało się dalej.
Każdy robił każdemu jakiś prezent. W ten sposób na koniec każda osoba miała ich taką samą ilość. To też mi się podobało bo dzięki temu nikt nie był pokrzywdzony i nie mógł powiedzieć, że ten dostał np. 4 prezenty a ja 3 . Pamiętam, że wtedy i ja dostałem kilka prezentów  – jak dobrze pamiętam była to apteczka do mojego samochodu (wtedy jeszcze takowej nie posiadałem), bon na paliwo i butelkę nalewki (produkowanej przez trapistów) o której kiedyś wspominałem synowi dziadka. Opowiadałem mu, że kiedyś będąc jeszcze w zakonie  miałem okazję ją spróbować  i bardzo mi smakowała. Z niej chyba najbardziej się ucieszyłem i byłem bardzo zaskoczony tym, że o tym pamiętali, i że w jakiś sposób udało im się ją dla mnie zdobyć .
Naprawdę bardzo dobrze się wtedy czułem i był to dla mnie wyjątkowy wieczór.  Czułem się jakbym był częścią tej rodziny i do dzisiaj mam z nimi bardzo dobry kontakt .
No a  system rzucania kostką w przyszłości będę pewnie stosował także u siebie, gdy już założę swoją własną rodzinę .

piątek, 18 grudnia 2015

Moje pierwsze święta w Niemczech

  

W kilku kolejnych postach chciałbym się z Wami podzielić tym, jak wyglądały święta Bożego Narodzenia , jakie spędziłem podczas mojej pracy w Niemczech.

U nas w Polsce są to wyjątkowe dni. Spotkania rodzinne przy wigilijnym stole , dzielenie się opłatkiem i składanie sobie życzeń , wspólne śpiewanie kolęd , pasterka , prezenty po choinką i radość z narodzin Jezusa – Boga , który przyszedł na świat pod postacią człowieka. Niewątpliwie jest to wyjątkowy czas dla nas Polaków , jednak przekonałem się, że tutaj często wygląda to trochę inaczej niż u nas .

  Moje pierwsze święta w Niemczech były o tyle podobne do naszych, że mogłem uczestniczyć w Eucharystii w ten jakże wyjątkowy dzień . Jest to dla mnie bardzo ważne i cieszyłem się już na początku wyjazdu do tej rodziny, gdy usłyszałem że są wyznania katolickiego . Dlatego też nie musiałem specjalnie kombinować, abym mógł w ten dzień iść do kościoła, bo dla dziadka było to oczywiste, że razem tam pojedziemy. I tak też było . Ubrałem dziadka w garnitur i pojechaliśmy do kościoła , potem obiad w domu a na wieczór byliśmy zaproszeni do jego syna.

Była uroczysta kolacja – choć stół nie był tak obficie zastawiony jak to u nas  – a potem wszyscy przenieśli się do dużego pokoju . Tam usiedliśmy w kręgu – tak były ustawione siedzenia – a babcia i dziadek przystąpili do rozdawania prezentów . Nie były to jednak  prezenty takie jak np., jakiś ciuch , coś z elektroniki czy coś takiego , tylko koperty. Babcia miała dla każdej osoby oddzielną kopertę z pieniędzmi. Więc wyglądało to tak, że wywoływała każą z osób po kolei i wręczała jej kopertę z pieniędzmi . I tyle . Nie było rozpakowywania prezentów , nie było tak naprawdę tej radości , zaciekawienia przy otwieraniu prezentów , tego zaskoczenia… Domyślam się że kwoty pewnie były dosyć pokaźne bo dziadek nie narzekał na brak pieniędzy, ale tak naprawdę – czy był to dobry pomysł ? Ja osobiście uważam, że pewnie bardziej bym się cieszył gdybym dostał jakiś prawdziwy prezent , gdybym mógł go otworzyć pełen zaciekawienia co tam może się kryć, a tutaj tego nie było. Przynajmniej nie dla większości i nie ze strony dziadków . A szkoda , bo wydaje mi się, że to jednak też czyni ten dzień wyjątkowym.  W tym wypadku zostało to wszystko sprowadzone tylko do rozdania kopert z pieniędzmi.

Zaskoczyło mnie również to, że nie było dzielenia się opłatkiem , nie było składania sobie życzeń, czytania Ewangelii i modlitwy przy wigilijnym stole. Myślę że sprawdza się tu powiedzenie - co kraj to obyczaj .