czwartek, 24 grudnia 2015

Święta inne niż wszystkie

  

    Po śmierci dziadka i jego pogrzebie wróciłem do Polski i zrobiłem sobie dłuższą przerwę.
W październiku wyjechałem kolejny raz do pracy jednak tylko na 4 miesiące jak się później okazało. W czasie przedświątecznym stan zdrowia dziadka nie był już dobry . Brał coraz więcej leków , które tak naprawdę za bardzo mu już nie pomagały . Krótko przed samymi świętami przyjechał lekarz z wizytą i pobrał dziadkowi krew do badania . Na drugi dzień ku mojemu zaskoczeniu pojawił się u nas znowu i powiedział, że wyniki badań mogą wskazywać na niewydolność nerek . Zadzwoniłem do siostrzeńca dziadka , dałem mu lekarza do telefonu i wspólnie stwierdzili, że nie ma innej możliwości jak tylko wysłanie dziadka do szpitala . Po krótkim czasie przyjechała karetka i dziadek już drugi raz pojechał do szpitala. Przez te wszystkie dni przed świętami jak i w święta jeździłem do niego po 2 razy dziennie – zazwyczaj rano i wieczorem. Myślałem, że tego roku spędzę święta w szpitalu przy łóżku dziadka , jednak na szczęście tak się nie stało .

   Przed wigilią zadzwonił do mnie siostrzeniec dziadka i zaprosił mnie do siebie .
Co prawda odległość była nie mała – bo ponad 100 km, ale zdecydowałem się pojechać . W końcu w wigilię nikt nie powinien być sam . Rano pojechałem do sklepu, kupiłem dobrą whisky, a następnie udałem się do dziadka do szpitala, Po odwiedzinach w szpitalu już bezpośrednio stamtąd ruszyłem się w drogę . Wigilię spędzałem z siostrzeńcem dziadka , jego żoną i synem . Zaraz po przyjeździe zostałem ciepło przywitany i po krótkim czasie zasiedliśmy do stołu . Po wspólnej kolacji i rozmowach przenieśliśmy się do innego pokoju gdzie zasiedliśmy wygodnie i raczyliśmy się dobrym winem . Wtedy też odbyło się wręczanie i rozpakowywanie prezentów . Pamiętam że dostałem wtedy cały 6 sezon serialu – Berlin Tag & Nacht , który kiedyś u poprzedniego dziadka zawsze oglądałem. Z racji tego, że ten nie włączał prawie wcale telewizora (dźwięki mu się nakładały i bardzo szybko męczył mu się wzrok co było dla niego męczące) to byłem strasznie do tyłu z tym serialem,  o czym kiedyś w rozmowie powiedziałem jego siostrzeńcowi . Zapamiętał to sobie i w ten sposób zrobił mi naprawdę miłą niespodziankę . Poza tym dostałem książkę po niemiecku w której środku znalazłem świąteczną kartkę i 300 euro. Otworzyłem ją i zacząłem czytać ;

                                                            Boże Narodzenie 2012
Drogi Grzegorzu
Życzymy Ci wesołych i błogosławionych świąt i dziękujemy Ci za twoją wspaniałą prace jaką wykonujesz przy naszym wujku . Jesteś dla niego jak i dla nas bardzo ważny. Z okazji nowego roku życzymy Ci siły , radości i zdrowia , gdziekolwiek będziesz , przy naszym wujku czy przy nowych zadaniach i wyzwaniach. Ty wiesz najlepiej czego sobie życzysz , dlatego dajemy Ci pieniądze także od moich rodziców i mojego brata. Może będzie to część pieniędzy na przeróbkę Twojego samochodu na gaz ? 

(kiedyś w rozmowie wspominałem ,że chciałbym w przyszłości przerobić mój samochód na gaz bo dosyć dużo mi pali)     

Życzymy Ci także dobrej zabawy przy oglądaniu DVD oraz przy czytaniu książki .                  Grzegorz , to jest piękne że jesteś …                                                     Dziękujemy 


   Pod tekstem podpisała się prawie cała rodzina dziadka - jego siostrzeńca z żoną i synem , jego Ojciec z żoną – siostrą dziadka oraz jego dwaj bratankowie. Nigdy bym nawet nie pomyślał, że moja praca zostanie w taki sposób doceniona i że dostanę taki prezent. Byłem tym naprawdę bardzo miło zaskoczony i wzruszony.

   Święta te były dla mnie jeszcze z jednego powodu wyjątkowe. Z racji tego , że siostrzeniec dziadka jak i on sam był protestantem zapytał się mnie , czy nie chciałbym iść z nimi do kościoła na mszę. Powiedziałem wtedy;

  czemu nie , nigdy nie byłem na takiej mszy więc chętnie zobaczę coś nowego. Oczywiście jeśli mogę i nie będzie to dla nikogo problemem.

   I tak byłem pierwszy raz na protestanckiej mszy. Nie była to zbyt duża wspólnota, bo na mszy było może z 20-30 osób . W porównaniu do setek wiernych jacy w mojej parafii są na niedzielnej eucharystii to było dla mnie naprawdę nie wiele. Jednak dzięki temu po mszy pani pastor stała przed kościołem , osobiście żegnała każdego i rozmawiała z wiernymi. Bardzo mi się to spodobało i myślę, że u nas brakuje trochę takiego osobistego kontaktu Kapłana z wiernymi. W każdym bądź razie było to kolejne nowe doświadczenie, jakie dane było mi przeżyć. Po mszy  chciałem już wracać bo czekała mnie jeszcze droga powrotna, jednak siostrzeniec dziadka wpadł na pomysł aby pokazać mi okoliczne góry. Zabrał mnie w piękne miejsca w swojej okolicy , spacerowaliśmy nad jeziorem otoczonym górami a z jednego miejsca widokowego mogłem zobaczyć Alpy. Pogoda dopisała więc było je bardzo dobrze widać tego dnia . Potem rozstaliśmy się i każdy udał się w drogę powrotną do domu. Pomimo tego, że większość tych dni świątecznych spędziłem przy dziadku w szpitalu to bardzo miło wspominam te święta i jestem wdzięczny za to wszystko, co dane mi było zobaczyć i doświadczyć w tym czasie .

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Moje drugie i trzecie święta w Niemczech


 

 Kolejny wyjazd i kolejne święta . Z tą rodziną dane mi było spędzić dwa kolejne święta Bożego Narodzenia , niestety te drugie już bez dziadka którym się opiekowałem, ponieważ kilka dni przez samymi świętami zmarł.

   Święta spędzone z nim i jego rodziną na mocno zapisały się w mojej pamięci . Była wielka przystrojona choinka , kominek , wigilijna kolacja i cała rodzina zgromadzona przy jednym stole. Był syn dziadka z żoną , jego wnuczek z dziewczyną i wnuczka z mężem . Wspólna kolacja a potem prezenty. Ku mojemu zaskoczeniu nie odbywało się to tak jak w czasie moich pierwszych świąt. spędzonych w Niemczech . Nie było też tak , że każdy szedł pod choinkę i szukał prezentu dla siebie. Gdy skończyła się kolacja i wszystko zostało sprzątnięte ze stołu syn dziadka wyciągnął kostkę do gry. Widząc moje zdziwienie na twarzy powiedział:

   teraz każdy po kolei będzie rzucał tą kostką i ten kto wyrzuci 6 oczek to wstaje , idzie do choinki i przynosi dla kogoś prezent. 

   I tak też było – zaczęliśmy rzucać kostką a ta osoba która wyrzuciła 6 oczek szła i przynosiła prezent który losowo wybrała . Wręczała go tej osobie dla której był podpisany prezent a następnie ta osoba go otwierała. Gdy już go otworzyła i dowiedziała się od kogo ten prezent dostała, to mogła za niego podziękować  i dopiero wtedy rzucanie kostką odbywało się dalej.
Każdy robił każdemu jakiś prezent. W ten sposób na koniec każda osoba miała ich taką samą ilość. To też mi się podobało bo dzięki temu nikt nie był pokrzywdzony i nie mógł powiedzieć, że ten dostał np. 4 prezenty a ja 3 . Pamiętam, że wtedy i ja dostałem kilka prezentów  – jak dobrze pamiętam była to apteczka do mojego samochodu (wtedy jeszcze takowej nie posiadałem), bon na paliwo i butelkę nalewki (produkowanej przez trapistów) o której kiedyś wspominałem synowi dziadka. Opowiadałem mu, że kiedyś będąc jeszcze w zakonie  miałem okazję ją spróbować  i bardzo mi smakowała. Z niej chyba najbardziej się ucieszyłem i byłem bardzo zaskoczony tym, że o tym pamiętali, i że w jakiś sposób udało im się ją dla mnie zdobyć .
Naprawdę bardzo dobrze się wtedy czułem i był to dla mnie wyjątkowy wieczór.  Czułem się jakbym był częścią tej rodziny i do dzisiaj mam z nimi bardzo dobry kontakt .
No a  system rzucania kostką w przyszłości będę pewnie stosował także u siebie, gdy już założę swoją własną rodzinę .

piątek, 18 grudnia 2015

Moje pierwsze święta w Niemczech

  

W kilku kolejnych postach chciałbym się z Wami podzielić tym, jak wyglądały święta Bożego Narodzenia , jakie spędziłem podczas mojej pracy w Niemczech.

U nas w Polsce są to wyjątkowe dni. Spotkania rodzinne przy wigilijnym stole , dzielenie się opłatkiem i składanie sobie życzeń , wspólne śpiewanie kolęd , pasterka , prezenty po choinką i radość z narodzin Jezusa – Boga , który przyszedł na świat pod postacią człowieka. Niewątpliwie jest to wyjątkowy czas dla nas Polaków , jednak przekonałem się, że tutaj często wygląda to trochę inaczej niż u nas .

  Moje pierwsze święta w Niemczech były o tyle podobne do naszych, że mogłem uczestniczyć w Eucharystii w ten jakże wyjątkowy dzień . Jest to dla mnie bardzo ważne i cieszyłem się już na początku wyjazdu do tej rodziny, gdy usłyszałem że są wyznania katolickiego . Dlatego też nie musiałem specjalnie kombinować, abym mógł w ten dzień iść do kościoła, bo dla dziadka było to oczywiste, że razem tam pojedziemy. I tak też było . Ubrałem dziadka w garnitur i pojechaliśmy do kościoła , potem obiad w domu a na wieczór byliśmy zaproszeni do jego syna.

Była uroczysta kolacja – choć stół nie był tak obficie zastawiony jak to u nas  – a potem wszyscy przenieśli się do dużego pokoju . Tam usiedliśmy w kręgu – tak były ustawione siedzenia – a babcia i dziadek przystąpili do rozdawania prezentów . Nie były to jednak  prezenty takie jak np., jakiś ciuch , coś z elektroniki czy coś takiego , tylko koperty. Babcia miała dla każdej osoby oddzielną kopertę z pieniędzmi. Więc wyglądało to tak, że wywoływała każą z osób po kolei i wręczała jej kopertę z pieniędzmi . I tyle . Nie było rozpakowywania prezentów , nie było tak naprawdę tej radości , zaciekawienia przy otwieraniu prezentów , tego zaskoczenia… Domyślam się że kwoty pewnie były dosyć pokaźne bo dziadek nie narzekał na brak pieniędzy, ale tak naprawdę – czy był to dobry pomysł ? Ja osobiście uważam, że pewnie bardziej bym się cieszył gdybym dostał jakiś prawdziwy prezent , gdybym mógł go otworzyć pełen zaciekawienia co tam może się kryć, a tutaj tego nie było. Przynajmniej nie dla większości i nie ze strony dziadków . A szkoda , bo wydaje mi się, że to jednak też czyni ten dzień wyjątkowym.  W tym wypadku zostało to wszystko sprowadzone tylko do rozdania kopert z pieniędzmi.

Zaskoczyło mnie również to, że nie było dzielenia się opłatkiem , nie było składania sobie życzeń, czytania Ewangelii i modlitwy przy wigilijnym stole. Myślę że sprawdza się tu powiedzenie - co kraj to obyczaj .

poniedziałek, 9 listopada 2015

Lista słówek związanych z jedzeniem i posiłkami

               

Przy nauce każdego języka obcego bardzo ważna jest nauka słówek . Im więcej ich znamy , tym więcej rozumiemy i potrafimy powiedzieć . Dlatego w dzisiejszym poście postanowiłem dodać listę słówek , które warto znać. 

Zdecydowałem się na słówka związane z jedzeniem i posiłkami , ponieważ sam często z nich korzystam, pracując jako opiekun osób starszych. Codziennie gotuję obiady i przygotowuje posiłki. Słówka te przydają się także przy robieniu listy zakupów, co także należy do naszych obowiązków. 

Życzę wam owocnej nauki i serdecznie pozdrawiam :)

               Nazwy warzyw

warzywa                               das Gemüse   (czyt. gemyze)
marchew                               die Karotte 
groszek                                 die Erbsen
kukurydza                             der Mais
cebula                                   die Zwiebel 
pomidor                                die Tomate 
ziemniak                               die Kartoffel 
ogórek                                  die Gurke 

              Nazwy owoców

owoce                                   das Obst
jabłko                                   der Apfel 
gruszka                                 die Birne 
pomarańcza                          die Apfelsine 
winogrono                            die Weintraube    (czyt. wajntrałbe)
arbuz                                    die Wassermelone 
truskawka                            die Erdbeere 
wiśnia                                  die Kirsche     (czyt. kirsze)

                 Przyprawy

przyprawy                           Gewürze     (czyt. gewyrce)
kminek                                Kümmel        (czyt. kymel)
bazylia                                Basilikum
majeranek                           Majoran
liście laurowe                      Lorbeerblatt
sól                                       das Salz
pieprz                                  der Pfeffer

            Artykuły spożywcze 

chleb                                            das Brot 
bułka                                            das Brötchen  (czyt. brytsien)
zupa                                             die Suppe         
masło                                           die Butter 
dżem                                            die Marmelade  
ser                                                der Käse           (czyt. keze)
twaróg                                          der Quark             (czyt. kwark)
wieprzowina                                das Schweinefleisch     (czyt. szwajneflajsz)
wołowina                                     das Rindfleisch          (czyt. rindflajsz)
cielęcina                                       das Kalbfleisch          (czyt. kalbflajsz)
ryba                                              der Fisch                (czyt. fisz)
frytki                                            Pommes frites 
ryż                                                der Reis               (czyt. rajs)

          Słówka związane z posiłkami 

jeść                                                     essen 
potrawa                                              die Speise     (czyt. szpajze)
śniadanie                                            das Frühstück    (czyt. frysztyk)
wczesny obiad                                   der Lunch           (czyt. lancz)
obiad                                                  das Mittagessen 
deser                                                  die Nachspeise           (czyt. nachszpajze)
kolacja                                               das Abendbrot 
stolik                                                  der Tisch                (czyt. tisz)
widelec                                              die Gabel 
nóż                                                     das Messer 
łyżka                                                  der Löffel              (czyt. lyfel)
łyżeczka                                             der Teelöffel            (czyt. teelyfel)
obrus                                                  die Tischdecke        (czyt. tiszdeke)
krzesło                                               der Stuhl / krzesła Stühle     (czyt. sztul/sztyle)
talerz                                                  der Teller 

              Słówka związane z piciem

pić                                                          trinken 
filiżanka kawy                                       eine Tasse Kaffee 
kubek herbaty                                        ein Becher Tee 
butelka soku                                          eine Flasche Saft         (czyt. flasze zaft)
szklanka mleka                                      ein Glas Milch 
kufel piwa                                              ein Maß Bier               (czyt. mas bir)
kieliszek wina                                        ein Glas Wein              (czyt. glas wajn)
woda mineralna                                     das Mineralwasser  
gazowana woda mineralna                    der Sprudel  


niedziela, 8 listopada 2015

Odmiana Haben i Sein + zwroty grzecznościowe


   Osobiście wiem jak trudno jest się odnaleźć w obcym kraju jeśli nie zna się dobrze języka.
Sam doświadczyłem tego przed laty , gdy przyjechałem pierwszy raz do Niemiec .
Uważam , że znajomość j. niemieckiego jest niezwykle ważna w pracy jako opiekun/ka osób starszych. Jeśli nie znamy języka, to nie jesteśmy w stanie nawiązać jakiejkolwiek relacji z osobą, którą się opiekujemy. Nie rozumiejąc tego o co nas prosi, może dochodzić do nieporozumień czy jakichś spięć. Wtedy tej osobie jest ciężko i nam również. Nie czujemy się dobrze w takim miejscu i nie potrafimy do końca dobrze wykonywać naszych obowiązków, otoczyć tą osobę opieką.
No a osoby starsze potrafią czasem uprzykrzyć nam życie, więc tym bardziej myślę, że warto się uczyć języka, którym się w naszej pracy posługujemy.

Dlatego pomyślałem , że kilka następnych postów poświęcę właśnie j, niemieckiemu .
Mam nadzieję, że może w ten sposób, będę mógł komuś z Was pomóc.

Myślę, że taką podstawą jest odmiana czasowników HABEN (mieć) i SEIN (być) , ponieważ do tego się ciągle wraca i bardzo często używa na co dzień. Więc jeśli tego jeszcze nie potrafisz, to zachęcam Cię, do nauczenia się tej odmiany na pamięć .

Czasownik  Sein (być)

liczba pojedyncza

ja jestem                                    ich   bin
ty jesteś                                     du    bist
on/ona/ono  jest               er/sie/es    ist

liczba mnoga

my jesteśmy                             wir   sind
wy jesteście                             ihr    seid
oni/one/Państwo są             sie/Sie sind

Czasownik  Haben (mieć)

liczba pojedyncza

ja mam                                              ich habe
ty masz                                              du  hast 
on/ona/ono                               er/sie/es  hat

Liczba mnoga

my mamy                                          wir      haben
wy macie                                          ihr       habt
oni/one/Państwo  mają                    sie/Sie haben

 Kilka przykładowych zdań z zastosowaniem czasowników  haben  i  sein :

Ich bin müde - Ja jestem zmęczony.
Du bist blas - Ty jesteś blady.
Er ist gut - On jest dobry.
Wir sind zufriden mit dir - my jesteśmy zadowoleni z ciebie.
Ihr seid sehr nett - Wy jesteście bardzo mili.
Sie sind klug - Państwo są mądrzy.

Ich habe ein Problem - Ja mam problem.
Du hast mir nichts gesagt - Ty mi nic nie powiedziałeś.
Er hat Fiber - On ma gorączkę .
Wir haben heute Zeit - My mamy dzisiaj czasu.
Ihr habt ein groses Haus - Wy macie duży dom.
Sie haben viel Glück - Oni maja dużo szczęścia .


Kilka zwrotów grzecznościowych które warto znać. 

Dzień dobry! (rano)                      Guten Morgen! 
Dzień dobry! (po południu)          Guten Tag! 
Dobry wieczór!                             Guten Abend!
Dobranoc!                                    Gute Nacht! 
Do widzenia!                                Auf Wiedersehen! 
Cześć! (powitanie)                       Hallo! lub Servus! lub Hi! 
Cześć! (pożegnanie)                     Tschüss! lub Mach’s gut! (Bis bald!, Bis dann!) 
Dziękuję bardzo!                          Danke sehr! 
Proszę bardzo!                             Bitte schön! 
Dzięki!                                          Danke! 
Proszę bardzo! Nie ma za co!      Gern geschehen! 
Nic się nie stało!                           Macht nichts! 
Przepraszam! Przykro mi!            Verzeihung! 

piątek, 6 listopada 2015

Tabletka



   Dziadkowi często zbierała się woda i puchły mu nogi. Dlatego lekarka przypisała mu na to tabletki, po których musiał często się załatwiać, i w ten sposób pozbywał się nadmiaru wody z organizmu.
Na początku chcąc sprawdzić jak one na dziadka podziałają i jaka dawka mu wystarczy, zaczęła od 1/2 tabletki dziennie. Niestety z czasem okazało się to za mało, z czym wiąże się ta historia .

   Jak każdego wieczoru umyłem dziadka i położyłem do łózka. Dziadek był wtedy jeszcze w miarę sprawny i potrafił sam chodzić z pomocą laski. Często słyszałem go w środku nocy jak wstawał, szedł korytarzem koło mojego pokoju i sprawdzał czy telefon działa . Często też zaglądał do mnie w środku nocy czy jestem - zapalając przy tym światło , a co za tym idzie budząc mnie . Wtedy zawsze odpowiadałem mu , że jestem , że wszystko jest w porządku i że może iść się położyć spać.
Zawsze też tak robił , jednak nie tej nocy.

   Tym razem nie obudził mnie zapalając jak zwykle światło , tylko usłyszałem jakieś dziwne jęki dochodzące z jego pokoju. Wstałem więc i poszedłem do niego sprawdzić co się dzieje. Wchodzę do jego pokoju i widzę, że dziadek nie jest w łóżku tylko stoi przy szafie i jęcząc kurczowo się jej trzyma . Podchodzę do niego i widzę, że pieluchomajtki , jakie zawsze mu na noc zakładałem próbował ściągnąć i sunął je tylko do połowy ud. Gdy zobaczyłem jego nogi to aż nie mogłem uwierzyć , że tak bardzo mogły mu spuchnąć. Na pewno bardzo go to musiało boleć , bo guma z pieluchomajtek nie mogła się już bardziej rozciągnąć i wrzynała mu się w skórę.
Biedny doszedł tylko do tej szafy i już dalej nie był w stanie. Wziąłem go więc na ręce i zaniosłem do toalety . Posadziłem na sedesie , pobiegłem na dól do kuchni gdzie znajdowały się jego leki i wziąłem jedną z tych tabletek, które przypisała mu lekarka . Wróciłem szybko do niego , dałem mu ją i ok godziny tak siedziałem przy nim . Po krótkim czasie  tabletka zaczęła działać, dziadek zaczął sikać i powoli pozbywał się nadmiaru tej wody. Gdy jego nogi były już w miarę normalne , zaprowadziłem go s powrotem do łóżka i położyłem spać .

   Na drugi dzień , gdy przyjechała rano kobieta z pflegedienst to opowiedziałem jej o całej tej sytuacji, jaka miała miejsce w nocy. Powiedziałem o tym , że tak nagle dziadkowi te nogi spuchły, że dałem mu tą tabletkę i że dopiero po niej mógł się załatwić i wszystko wróciło do normy.
Zaskoczyła mnie wtedy jej odpowiedź, bo gdy to usłyszała to powiedziała do mnie;

   Coś ty zwariował! Nie możesz mu podawać żadnych leków jeśli nie masz na to pisemnej zgody od lekarza. Tutaj prawo tego zabrania!

Powiedziałem jej wtedy ;

   Ale co miałem innego zrobić w takiej sytuacji jeśli nie dać mu tej tabletki ?Po to przecież lekarz mu je przepisał , aby mu te nogi nie puchnęły. Jeżeli wiem , że w ten sposób mogę mu pomóc, to czemu miałbym mu jej nie dać ? A co ty byś zrobiła w takiej sytuacji ?

a ona na to :

   Zadzwoniłabym po karetkę.


Niemcy są narodem prawa i przepisów jak ja to mówię. Uważam , że wiele z nich jest dobrych i potrzebnych ale nie wszystkie. Myślę , że w tej sytuacji postąpiłem właściwie, bo pomogło to dziadkowi . Dostał tabletkę, pozbył się nadmiaru wody i jego nogi wróciły do normy. Ona jednak uważała, że jeśli takie jest prawo, że nie wolno, to nie i koniec . Na zasadzie - coś się dzieje , wiem jak pomóc tej osobie ale tego nie robię bo - nie wolno. Wzywam karetkę i niech oni się tym zajmą a ja mam problem z głowy... No niestety , ale ja taki nie jestem.

   Przyznam się , że nie wiedziałem wtedy, że tak tu jest . Jednak gdyby taka sytuacja mi się znowu przytrafiła, to zareagowałbym tak samo. I wiem , że dobrze zrobiłem bo utwierdziła mnie w tym lekarka dziadka . Gdy była kolejny raz u niego , to opowiedziałem jej o tym co się stało tej nocy. Zapytałem ja też wtedy, jaką dawkę tego leku może dziadek dostać dziennie . Powiedziała mi:

   Dobrze zrobiłeś że dałeś mu tą tabletkę, bo sam widzisz, że to mu pomogło. Z człowiekiem nie jest tak jak z samochodem , że każdy dostaje tyle samo np. oleju , jeśli tak przewiduje instrukcja obsługi. Każdy człowiek jest inny i trzeba to zawsze dopasować do konkretnego przypadku . Możesz mu dać max 1,5 tabletki dziennie . Obserwuj jego nogi i w zależności od tego ,czy puchną czy nie ,to dawaj mu mniejszą lub większą dawkę. 

I tak też robiłem już do końca życia dziadka, a taka sytuacja kolejny raz się już nigdy więcej nie powtórzyła.


Ps. Jeżeli podobał Ci się ten post i myślisz że warto się nim jeszcze z  kimś podzielić, to zapraszam do komentowania, udostępniania i polubienia mojej stron na FB. Link do niej znajdziesz w prawym , górnym roku na moim blogu .


czwartek, 29 października 2015

Zastanów się nad tym



  Natrafiłem dzisiaj na ciekawy tekst nieznanego autora, którym chciałbym się z Tobą podzielić . Myślę że warto poświęcić chwilę aby go przeczytać i zastanowić się nad nim . Bo przecież każdy z nas szuka w jakiś sposób szczęścia w życiu , jednak często zapominamy o tym , co mamy i nie potrafimy się z tego cieszyć/docenić tego . Zapraszam więc do czytania , komentowania i udostępniania dalej , jeżeli uważasz, że warto :)



Jeżeli masz jedzenie w lodówce, 
ubranie na grzbiecie, dach nad głowa i łóżko do spania...

To jesteś bogatszy niż 75% ludzi na świecie

Jeśli masz pieniądze w banku i trochę 
drobnych w portfelu... 

To należysz do 8% najbogatszych ludzi na świecie

Jeżeli obudziłeś się rano bardziej zdrowy niż chory...

To masz się lepiej niż milion ludzi którzy nie 
przeżyją tego tygodnia!

Jeżeli nigdy nie doświadczyłeś niebezpieczeństw wojny, 
samotności więzienia, tortur i głodu

To jesteś w lepszym położeniu, 
niż 500 milionów ludzi na świecie

Jeżeli możesz chodzić do kościoła bez strachu nie obawiając 
się aresztowania, tortur lub śmierci...

To masz więcej szczęścia niż miliard ludzi 
na tym świecie

Jeżeli Twoi rodzice żyją 
i ciągle są małżeństwem

...jesteś wyjątkowa rzadkością

Jeśli potrafisz trzymać głowę wysoko z uśmiechem na twarzy 
i umiesz okazać wdzięczność...

...to jesteś wybrańcem, bo wielu potrafi być 
wdzięcznym ale niewielu to robi... 

Jeżeli możesz trzymać kogoś za rękę, przytulić kogoś,
lub chociaż poklepać po ramieniu

...to jesteś szczęściarzem bo możesz przekazać ukojenie

Jeżeli możesz przeczytać te wiadomość, 
to otrzymałeś podwójne błogosławieństwo: 
- Ktoś o Tobie myśli...  a co więcej, 
jesteś szczęśliwszy niż dwa miliardy ludzi 
którzy w ogóle nie umieją czytać.



sobota, 17 października 2015

Opiekun a rodzina podopiecznego

   Dzisiaj chciałbym podzielić się z Tobą moimi doświadczeniami związanymi z rodzinami osób, którymi się opiekowałem . Pewnie jak to teraz czytasz, i jeśli znasz tą pracę to myślisz , że mam jakieś niemiłe doświadczenia z tym związane . Ale tak naprawdę to nie mam . Zastanawiałem się nad tym i nie potrafiłem znaleźć takiej sytuacji aby rodzina się wtrącała w moją pracę , aby mi coś dyktowała jak mam robić , kiedy mam robić albo żeby coś im się nie podobało . Domyślam się , że Ty możesz mieć  także i inne doświadczenia , nie koniecznie tak dobre jak ja . Dlatego jeśli tak jest , to już teraz proszę Cię o to , abyś się z nimi podzielił/a w komentarzu pod tym postem , za co już teraz z góry Ci dziękuję .

Do tej pory opiekowałem się 6 osobami , więc co za tym idzie miałem do czynienia z 6 różnymi rodzinami tych osób . W trzech przypadkach byłem sam z podopiecznym a w trzech był ze mną jeszcze partner (mąż czy żona ) osoby , którą miałem pod opieką. Zawsze rodzina się interesowała i jak tylko mogli , to starali się mi pomóc . Zawsze starali się zapewnić mi wszystko , abym czół się dobrze w danym miejscu a moja praca była łatwiejsza. Sami również czasami wykonywali czynności , które należały do moich obowiązków. Pokażę Ci to na poniższych przykładach .

  - Gdy tylko czegoś potrzebowałem bo mi zabrakło , np , chleba czy masła - to dzwoniłem do  syna dziadka , a ten gdy wracał z pracy to mi to dowoził.
   - W lato często gdy przyjeżdżał w odwiedziny , to przywoził mi skrzynkę piwa
   - drugi syn przyjeżdżał do ojca w odwiedziny zawsze w niedzielę. Wtedy albo przywoził już ze sobą jedzenie albo sam gotował dla nas. Ja w tym czasie nie musiałem tego robić i mogłem iść się położyć i odpocząć sobie .
   - Ich siostra tak samo , zawsze gdy przyjeżdżała to gotowała , szła na spacer z dziadkiem (gdy ten jeszcze był w stanie) , spędzała z nim czas, prała , sprzątała . Ja wtedy mogłem sobie gdzieś wyjść czy pojechać coś pozwiedzać .
   - Gdy stan zdrowia dziadka się pogorszył załatwili mi - badewannenlifter - ( taką jakby windę do wanny , aby łatwiej było mi go kąpać ) , toilettenstuhl , jak i spejalne łóżko dla dziadka.
   - Gdy tylko coś się działo zawsze byli dla mnie dostępni pod tel i gotowi pomóc .
  - W jednym przypadku gdy dziadek nie był już w stanie chodzić i pokonywać schodów do swojego pokoju na piętrze to rodzina ,  kupiła mu - treppenlift - za 12 tyś euro , bo im powiedziałem, że mógłbym tego potrzebować.
   - Gdy kiedyś nie miałem swojego samochodu to rodzina dała mi samochód do mojej dyspozycji abym mógł sam na zakupy jeździć czy na wycieczki z dziadkiem
    - w trzech przypadkach przychodziła sprzątaczka abym ja nie musiał sprzątać i miał więcej czasu dla podopiecznego
   - Gdy mieszkałem razem z partnerem osoby , którą się opiekowałem to wiele czynności wykonywaliśmy razem lub pomagaliśmy sobie nawzajem
   - Gdy nie miałem internetu i powiedziałem że bym potrzebował, to bardzo szybko miałem ruter w domu i szybkie łączę
   - Gdy popsuł mi się mój laptop to dostałem od nich nowy , którego mogłem używać
   - Gdy któreś z dzieci zostawało na noc, to wtedy ja nie musiałem wstawać w nocy do dziadka tylko oni to robili abym ja mógł sobie spać
   - Gdy jeździłem na zakupy z synem dziadka ,to sam decydowałem co potrzebuję i co kupimy. On tylko płacił. W innych przypadkach zawsze miałem wystarczająco dużo pieniędzy aby mi na wszystko wystarczyło . Nigdy też nie robili mi jakichś ograniczeń pod tym względem.
   - Gdy jeździłem gdzieś swoim samochodem z dziadkiem czy na zakupy, to zawsze zwracali mi za paliwo
   - W jednym przypadku nawet pozwolili mi pojechać do Polski na 2 tygodnie urlopu, a w tym czasie do opieki wzięli kobietę z niemieckiej firmy . W tym czasie w polskiej firmie nic o tym nie wiedzieli, więc można powiedzieć że miałem taki płatny urlop .

       Pamiętam że wtedy też mieli trochę problemów z tą Niemką , ponieważ po 3 dniach uciekła stamtąd i musieli na szybko załatwić kogoś innego . Kobieta powiedziała, że za takie pieniądze to ona nie będzie niszczyła swojego zdrowia . Najlepsze jest to , że ona wtedy miała dostać 1500 euro za te dwa tygodnie pracy , plus jeszcze jakieś tam dodatki za każdy dzień bez przerwy. Gdy się dowiedziałem o tych cenach to mi szczena opadła, bo ja wtedy dostawałem tam 850 euro za miesiąc . Wtedy też otworzyły mi się oczy i porozmawiałem z rodziną . Skończyło się tak , że dostawałem od nich jeszcze dodatkowo 400 euro miesięcznie i z tym też nie mieli żadnego problemu .

   No i takie właśnie są moje doświadczenia związane z rodzinami osób , którymi się opiekowałem . Do dzisiaj z częścią z nich mam bardzo dobry kontakt . Zawsze jestem mile widziany w ich domach , dzwonią do mnie i pytają jak sobie radę i gdzie teraz jestem . Zawsze zapraszają do siebie czy pamiętają w sposób szczególny na święta czy w dniu moich rodzin .

   Wiem , że wszystko zależy od miejsca , do którego się trafi i do jakiej rodziny . Ja miałem do tej pory zawsze szczęście i jestem bardzo wdzięczny za tych wszystkich ludzi , których dane mi było poznać w tej pracy .

   I Tobie również życzę tego , abyś zawsze na swojej drodze życia trafiał/a na ludzi o dobrym sercu , którzy będę potrafili docenić twój trud i może w jakimś stopniu Ci pomóc , aby było Ci łatwiej .


wtorek, 13 października 2015

Dobroć dawana innym zawsze do nas powraca




 W dzisiejszym poście chciałbym odpowiedzieć Wam na pytania , które często ludzie mi zadają.
Gdy z kimś rozmawiam i mówię, że pracuję jako opiekun osób starszych to prawie zawsze ludzie są zdziwieni - że mężczyzna wykonuje taką pracę . Niewątpliwie jest to praca w większości wykonywana przez kobiety ale są też i mężczyźni , tacy jak ja , którzy się tym zajmują.

   Ludzie zadają mi wtedy wiele pytań dotyczących mojej osoby i pracy. Pomyślałem więc,  że spróbuję na niektóre z nich dzisiaj odpowiedzieć.  Często słyszę pytania typu ;

Dlaczego wybrałeś taką właśnie pracę ?
Czy nie jest Ci ciężko ją wykonywać ?
Czy nie przywiązujesz się emocjonalnie do tych osób ?
W jaki sposób wytrzymujesz tak długie okresy bez zjazdu do Polski ?
Czy kończyłeś jakieś studia , szkołę w tym kierunku ?
W jaki sposób radzisz sobie z samotnością ?
Czy nie chcesz gdzieś wyjść , pobawić się ?
Gdzie nauczyłeś się tak dobrze niemieckiego ?
Co daje Ci ta praca ?

Dlaczego więc wybrałem tą pracę ? 

   Myślę, że w jakiś sposób to ta praca wybrała mnie . Bo gdy kiedyś szukałem pracy to nie przeszłoby mi przez myśl , aby pracować jako opiekun osób starszych . Jednak przeglądając te wszystkie ogłoszenia w internecie i wysyłając moje CV , ciągle widziałem oferty pracy jako opiekun. Pomyślałem, że skoro znam j.niemiecki to może spróbuję i tam wysłać . Ku mojemu zdziwieniu bardzo szybko te firmy się odezwały . Nie zastanawiając się długo uregulowałem wszystkie sprawy w Polsce i wyjechałem .   Szerzej o tym piszę w jednym z pierwszych postów - jak to wszystko się zaczęło.

Czy nie jest mi ciężko w tej pracy ? 

   Wiadomo , że nie zawsze jest łatwo i są czasem chwilę , że ma się już tego wszystkiego dość . Jest to spowodowane nie tylko czynnościami , jakie musimy wykonywać przy pacjencie (bo to nie stanowi dla mnie jakiegoś wielkiego problemu) , lecz samym obcowaniem z tą konkretną osobą, jeżeli trafimy na jakiś ciężki przypadek. Gdy o tym piszę to mam na myśli jednego dziadka , którym opiekowałem się rok czasu. Człowiek ten był wiecznie niezadowolony , wszystko co robiłem to robiłem źle. Często traktował mnie bardziej jak służącego na usługach pana, którym on był . Nie wiem czy ktoś z Was ma podobne doświadczenia - ale jeśli tak , to wiecie o co mi chodzi . Dlatego myślę , że praca z takimi własnie osobami sprawia najwięcej trudności , bo w tym momencie trzeba być silnym psychicznie aby się nie załamać. I na pewno też nie można pozwolić sobie na takie traktowanie , o czym też któregoś razu mu powiedziałem . Oczywiście niewiele się zmieniło na dłuższą metę , ale jakiś czas był spokój.
No ale na szczęście nie często trafiałem na takie przypadki, więc nie ma aż tak źle.

Czy nie przywiązuje się emocjonalnie do tych osób ?

   Przywiązuję za każdym razem . W moim przypadku może wygląda to trochę inaczej niż u innych osób , ponieważ ja nie jeżdżę na zmiany. Zazwyczaj jest tak, że jeśli zdecyduje się już kimś opiekować, to zostaję z tą osobą do końca. Tak też miałem już w 3 przypadkach , gdzie jednym dziadkiem opiekowałem się 18 miesięcy , kolejnym 4 a innym rok czasu . Każdy z nich w jakiś sposób był mi bliski , ponieważ opiekując się kimś 24/h jest to nieuniknione.
Każde rozstanie jest trudne , tym bardziej jeśli towarzyszymy tej osobie w tym końcowym okresie. Ale ja zawsze mówię , że nasze ziemskie życie jest tylko pielgrzymowaniem , a śmierć przejściem do innego , lepszego świata . Wierzę , że już teraz się nie męczą i czuwają nade mną . I chociaż już ich nie ma , to pozostaną na zawsze w mojej pamięci i moich modlitwach .
Niech odpoczywają w pokoju.

W jaki sposób wytrzymuję tak długie okresy bez zjazdu do Polski ?

   Praca ta choć czasem jest ciężka to daje mi satysfakcję . Staram się skupić na tym , aby ją jak najlepiej wykonywać i nawiązać relacje przyjaźni z osobą , którą się opiekuję. Na pewno wtedy jest też łatwiej pracować tak długi okres czasu . Jest to także lepsze dla osoby, którą się opiekujemy, bo nie musi się za każdym razem przyzwyczajać do kogoś nowego. Tym bardziej, że w ich wieku nie jest to często takie proste gdy już zawodzi pamięć.
W tej pracy jest o tyle dobrze , że gdy już zjadę do Polski, to mogę sobie zrobić przerwę tak długą jak tylko chcę . Dlatego staram się w tym czasie odpocząć i nabrać nowych sił do dalszej pracy. Ostatnio byłem w Polsce 3 miesiące i to mi wystarczyło w zupełności . Teraz opiekuję się babcią już 13 miesiąc i jakoś mnie do Polski nie ciągnie .

Czy kończyłem jakieś studia , szkołę w tym kierunku ?

   Nie kończyłem żadnej szkoły w tym kierunku , choć czasem o tym myślę. Wszystko zaczęło się od praktyki w szpitalu gdy byłem jeszcze w zakonie . Dała mi ona jakieś podstawy do tej pracy i tak zacząłem jeździć . Z czasem wszystkiego się sam nauczyłem . Często podglądałem pracę osób z pflegedienst , które przyjeżdżały do osób , którymi się opiekowałem . Bardzo dużo pytałem i rozmawiałem z nimi , jeśli czegoś nie wiedziałem . W ten sposób cały czas się uczyłem i brałem dla siebie to , co teraz pomaga mi w tej pracy. Na pewno jest to bardzo ważne, jednak wg mnie ważniejsze jest w tej pracy serce. To , czy potrafimy nawiązać relacje z tą konkretną osobą , czy nas polubi i będzie chętnie spędzała z nami czas .

W jaki sposób radzę sobie z samotnością?

   Nie doświadczam jej aż tak bardzo na co dzień . Każdy dzień jest wypełniony i zawsze mam coś tam do zrobienia. Często też rozmawiam ze znajomymi czy rodzicami na skypie, więc nawet nie odczuwam tego tak bardzo . Wiadomo , że po roku czasu chciałoby się czasem przyjechać i spotkać, ale jak ja to mówię - nie zawsze mamy to , czego chcemy . Ale nadrabiam to wszystko gdy już jestem w Polsce , więc nie ma tak źle .

Czy nie chcę gdzieś wyjść i się pobawić ?

   Raczej nie . Gdy pracuje nie czuję takiej potrzeby, co na pewno jest też pozostałością po zakonie. Tam też nie miałem takiej możliwości i myślę że to mi też zostało . Jestem osobą , która potrafi się odnaleźć w każdym miejscu . Dzięki temu też łatwiej jest mi wykonywać tą pracę.

Gdzie nauczyłem się j.niemieckiego ?

   Nowicjat odbyłem w Niemczech i tu też uczyłem się j. niemieckiego. Po powrocie do Polski przez kilka lat go nie używałem i sporo zapomniałem , jednak gdy zacząłem pracować w ten sposób to wszystko po jakimś czasie wróciło . Często też dodatkowo uczyłem się nowych słówek i do dzisiaj , jeśli w rozmowie jakiegoś słówka nie rozumiem to pytam co ono znaczy . Dzięki temu cały czas uczę się czegoś nowego . No i wiadomo - oglądam sporo telewizji i czytam książki po niemiecku . To bardzo wiele mi daje.

Co daje mi ta praca ? 

   Na pewno daje mi wiele radości i spełnienie, bo zawsze ważnym było dla mnie , aby pomagać innym i dawać coś z siebie drugiemu człowiekowi . Każdego dnia mogę robić coś dobrego , dzięki czemu wiem , że dobrze wykorzystuję swój czas. Myślę, że praca na jakiejś linii produkcyjnej raczej nie byłaby dla mnie . Nie mógłbym wykonywać ciągle tej samej czynności przez kilka godzin .
Mógłbym jeszcze więcej pisać o tym co daje mi ta praca , jednak myślę że najlepiej pokaże to ten przykład.

   Kilka dni temu pojechałem do babci do szpitala. Wchodzę do jej pokoju i widzę że śpi. Podszedłem do jej łóżka i przykucnąłem przy niej . W tym momencie otworzyła oczy i gdy mnie zobaczyła to zaraz pojawił się uśmiech na jej twarzy i powiedziała;

     już przyjechałeś ... Jesteś ....

i swoją dłonią zaczęła dotykać mnie po twarzy , tak jakby chciała się upewnić czy to naprawdę ja jestem ...

Takie właśnie chwile są dla mnie bezcenne i dlatego właśnie wykonuję tą pracę .
Bo jak sami widzicie - dobroć dawana innym zawsze do nas powraca .



Ps. Zapraszam Cie do skomentowania tego posta . Pozostaw jakiś ślad po sobie .

piątek, 9 października 2015

Pflegedienst

  Pflegedienst – jest to firma która świadczy usługi pielęgnacyjne. Zazwyczaj wygląda to tak , że przyjeżdża ktoś z tej firmy do naszego podopiecznego i (w zależności od tego , co wcześniej zostało ustalone ) wykonuje pewne czynności . Są to najczęściej osoby po szkole pielęgniarskiej lub z wykształcenia altenpflege.

Zakres ich obowiązków jest dość szeroki i można powiedzieć, że mogą robić właściwie wszystko.

Przygotowują leki na cały tydzień ,
podają leki podopiecznemu ,
zmieniają opatrunki ,
golą – jeśli jest to mężczyzna .
myją , kąpią ,
jeśli jest taka potrzeba to podają kroplówki lub dają zastrzyki ,
zmieniają pampersy ,
ważą , mierzą temperaturę ,
ubierają podopiecznego ,
mogą też zamówić recepty na konkretne leki jeśli się kończą ,
mogą robić zakupy,
mierzyć ciśnienie , cukier , podawać insulinę itd. itd....

Są to tylko niektóre czynności jakie w tym momencie przychodzą mi do głowy, jednak jest ich znacznie więcej.

   Ja osobiście chętnie współpracuję z Pflegedienst , ponieważ człowiek nie jest zdany tylko na siebie. Zawsze można pewne sprawy z nimi skonsultować lub o coś zapytać, jeśli sami czegoś nie wiemy.
Można też wiele się od nich nauczyć .

   Gdy zaczynałem tą pracę, to sam też nie za wiele wiedziałem , co i jak powinienem prawidłowo robić. Dlatego gdy oni przyjeżdżali, to zawsze przyglądałem się ich pracy i w ten sposób sam się tego uczyłem. No i wiadomo – to co oni zrobią to nam odpada .

   Mają oni też pewne sposoby np. jak można podać leki , gdy nasz podopieczny się przed tym wzbrania.

Można wtedy wcisnąć taką tabletkę w kawałek banana lub kanapki i dać podopiecznemu do zjedzenia. Można je też zmielić i podać mu np. z jogurtem.

Gdy nasz podopieczny nie chce za bardzo pić, a wiemy że jest to bardzo ważne i powinien. Możemy mu wtedy przygotowywać galaretkę , która jak wiemy w dużej mierze składa się z wody.

Gdy nie chce jeść to możemy mu kupić w aptece takie napoje – Fresubin . Mają one wiele kalorii i są dostępne w wielu smakach .


   Kolejnym plusem jest to, że moją oni osoby , które specjalizują się w jakimś konkretnym zakresie.
Takim przykładem może być sytuacja , kiedy dziadkowi zaczęły się tworzyć odleżyny. Pokazałem to kobiecie z Pflegedienst , jednak i ona nie była w 100% pewna co to dokładnie jest. Zadzwoniła do firmy i zaraz przysłali kobietę , która specjalizowała się w wszelkiego rodzaju ranach. Obejrzała to, i stwierdziła że są to odleżyny. Na miejscu przykleiła dziadkowi taki plaster (coś jakby sztuczna skóra) i powiadomiła jego lekarkę. Gdy ta przyjechała, to wiedziała już dokładnie co ma przepisać i w czym jest problem.

   Są oni też czasami w kontakcie z opieką paliatywną .  I gdy stan osoby , która jest pod naszą opieką jest bardzo zły, to mogą oni ich zawiadomić. Wtedy przyjeżdżają lekarze i otaczają naszego podopiecznego dodatkową opieką. Są oni wtedy w stanie podaj takie leki, których normalny lekarz nie może. Mówią nam wtedy konkretnie co i jak mamy robić , aby jak najlepiej pomóc osobie, którą się opiekujemy.

   Miałem kiedyś taką sytuację , kiedy musiałem współpracować takimi lekarzami . Dziadek był już daleko posunięty w procesie umierania. Przez ponad 2 tygodnie nic nie jadł i nie pił. Leżał tylko w łóżku,  a ja mogłem jedynie uśmierzać jego ból . Przygotowywali mi zawsze strzykawki z morfiną i jeszcze takim jednym lekiem . Gdy dziadek czół ból i cierpiał, to mogłem mu je wtedy podawać. Byli dla mnie dostępni 24/h pod telefonem jakby coś się jeszcze działo . Sami też przyjeżdżali 1-2 razy dziennie i kontrolowali stan dziadka.
To był dość ciężki czas dla mnie ale dzięki współpracy z Pflegedienst i lekarzami z opieki paliatywnej mogłem lepiej mu pomóc i uśmierzyć jego ból.

   Dlatego myślę, że warto z nimi współpracować i uczyć się od nich , jeżeli sami dopiero zaczynamy przygodę z tą pracą .

wtorek, 15 września 2015

Wykorzystaj dobrze swój czas.




   Opiekując się powierzoną nam osobą starszą musimy poświęcać jej wiele uwagi i naszego czasu. Gdy opiekujemy się osobą, która cierpi na demencję starszą potrzebujemy także wiele cierpliwości i zrozumienia dla tej osoby .

   Często opiekowałem się właśnie takimi osobami i muszę powiedzieć, że przy takich przypadkach człowiek ma niewiele czasu dla siebie. Dziadek , którym się opiekowałem potrzebował często do 40 min zanim zjadł kromkę chleba. Na początku nie wiedział co ma robić gdy miał wszystko przed sobą. Zapominał o tym, że najpierw trzeba chleb posmarować masłem a później dodać jakąś wędlinę czy ser. Z czasem było coraz gorzej i nawet zapominał o tym, że musi pogryźć to co ma w ustać a potem przełknąć. Więc człowiek siedzi przy takiej osobie , karmi ją i powtarza ciągle to samo - że musi najpierw pogryźć a potem połknąć jedzenie. Często tak właśnie wyglądają posiłki z osobami chorymi na demencję starczą.

  Oczywiście praca nie ogranicza się tylko do karmienia tych osób, ale poza tym jest jeszcze wiele innych rzeczy do zrobienia. Bo przecież mam się opiekować nie tylko tą osobą, ale i jeszcze zajmować się domem czy ogrodem, jeśli dana osoba takowy posiada. Mycie, pranie, sprzątanie, gotowanie, karmienie, zajmowanie się domem, ogrodem, spędzanie czasu z podopiecznym i pilnowanie go aby przypadkiem sobie czegoś nie zrobił. Są to tylko niektóre z czynności jakie na co dzień się wykonuję. W takiej sytuacji można łatwo powiedzieć, że nie ma się dla siebie wcale czasu,bo przecież każdego dnia jest tyle do zrobienia ...

Ale czy tak jest naprawdę ? 

Czy może jest to tylko taka nasza wymówka, aby spocząć na laurach i nie przemęczać się zbytnio ? 

Aby się zatrzymać w tym miejscu w którym się jest i nie iść dalej ? 

   Nie powiem, że opiekując się taką osobą łatwo jest wygospodarować dla siebie jakiś czas . Ale przecież nie ma nic niemożliwego i jak to mawiają - dla chcącego nic trudnego. W tym przypadku muszę się z tym zgodzić, co widzę po sobie.

   Dla mnie osobiście bardzo ważna jest poranna modlitwa. Jest to taki mój czas wyciszenia, dzięki któremu nabieram sił na cały dzień . Dlatego jeśli wiem, że będę miał sporo pracy z rana to wstaję trochę wcześniej, zanim rozpocznę dzień i obudzę dziadka. W ten sposób mam ten czas dla siebie.

   Innym przykładem może być nauka niemieckiego. Czy są to słówka, czy praca na jakimś programie do nauki - których wcześniej często używałem.  Najczęściej robiłem to w tym czasie, kiedy dziadek oglądał sobie telewizję. Brałem swój komputer na dół do pokoju w którym siedział i będąc cały czas przy nim uczyłem się niemieckiego . W ten sposób miałem go ciągle na oku, a gdy czegoś potrzebował to wystarczyło, że tylko mi to powiedział, więc nie było żadnego problemu.

   Kolejnym przykładem może być czytanie książek po niemiecku. Osobiście uważam, że jest to fajna sprawa, ponieważ angażujemy  także naszego podopiecznego. Często gdy z nim siedziałem to czytałem mu na głos książkę. Gdy nie wiedziałem co znaczy jakieś słówko, to się go pytałem a on starał się mi je wytłumaczyć. Dzięki temu ja ćwiczyłem czytanie po niemiecku, poznawałem nowe słówka oraz miałem zawsze jakiś temat do rozmowy z nim. Myślę, że to też bardzo pomaga w budowaniu wspólnych relacji.

   Bardzo lubię oglądać filmy, czy to w tv czy na internecie online - jeśli mam taką możliwość.
Wtedy najlepiej chyba odpoczywam, wyłączając się niejako po całym dniu pracy. Gdy jeszcze mam siły, to często oglądam coś sobie gdy położę już dziadka do łóżka. Nie koniecznie musi spać, często oglądał sobie coś jeszcze leżąc w łóżku ale ja nie musiałem już przy nim siedzieć. Najczęściej byłem już wtedy w swoim pokoju obok i cieszyłem się tym czasem dla siebie. Wtedy też mogłem porobić coś innego. Mogłem porozmawiać np z rodzicami na skypie czy popisać ze znajomymi na fb aby nie stracić z nimi kontaktu. Myślę, że to też jest bardzo ważne, tym bardziej w moim przypadku gdy wyjeżdżam na wiele miesięcy. Dzięki temu zawsze wiem, co się u nich na bieżąco dzieje, jak i oni wiedzą co jest u mnie.

   Powyższe przykłady pokazują że zawsze można wygospodarować dla siebie jakiś czas i dobrze go wykorzystać, jeśli tylko chcemy. Ważnym jest to, aby go sobie dobrze zaplanować i aby wiedzieć, co jest dla nas ważne.

   Tak samo jest w naszym codziennym życiu. Pracujemy, mamy rodziny, dzieci, przyjaciół, chcemy się w jakiś sposób realizować czy spełniać w  naszym życiu marzenia ...
Na wszystko to potrzebujemy czasu, jednak zdarza się tak, że nam go po prostu brakuje...

   Często się słyszy gdy ludzie mówią, że dzień jest dla nich za krótki, że potrzebowaliby jeszcze kilka godzin więcej. W całym tym natłoku pracy i codziennych obowiązków zapominają o sobie,
o bliskich, o swoim zdrowiu. Eksploatują siebie do granic możliwości doprowadzając tym samym często do wypalenia siebie. Taki tryb życia często prowadzi ich tylko do chorób, czy innych problemów ze zdrowiem .

Ale czy tak musi być ? 

Czy jest jakiś sposób aby tego uniknąć ? 

Aby nie zmarnować tego czasu jaki jest nam dany ? 

Aby dobrze wykorzystać ten czas jaki mamy do dyspozycji i nie przegrać naszego życia ? 

Myślę że odpowiedź na te i podobne pytania jest bardzo prosta, i w piękny sposób pokazuje to poniższa opowieść . Posłuchaj i zastanów się nad tym ...

Pewnego dnia, pewien stary profesor został zaangażowany aby przeprowadzić kurs dla grupy dwunastu szefów wielkich koncernów amerykańskich, na temat skutecznego planowania czasu.

     Kurs ten był jednym z pięciu modułów przewidzianych na dzień szkolenia. Stary profesor miał więc do dyspozycji tylko jedna godzinę by wyłożyć swój przedmiot. Stojąc przed ta elitarna grupa (która była gotowa zanotować wszystko, czego ekspert będzie nauczał), stary profesor popatrzył powoli na każdego z osobna, następnie powiedział:

Przeprowadzimy doświadczenie.

Z pod biurka, które go oddzielało od studentów, stary profesor wyjął wielki dzban                             (o pojemności 4 litrów), który postawił delikatnie przed sobą.

     Następnie wyjął około dwunastu kamieni, wielkości piłki do tenisa, i delikatnie włożył je kolejno do dzbana. Gdy dzban był wypełniony po brzegi i niemożliwym było dorzucenie jeszcze jednego kamienia, podniósł wzrok na swoich studentów i zapytał ich:

Czy dzban jest pełen?

Wszyscy odpowiedzieli: Tak 

Poczekał kilka sekund i dodał:

Na pewno?

Następnie pochylił się znowu i wyjął spod biurka naczynie wypełnione żwirem. Delikatnie wysypał żwir na kamienie po czym potrząsnął lekko dzbanem. Żwir zajął miejsce miedzy kamieniami... aż do dna dzbana. Stary profesor znów podniósł wzrok na audytorium i znów zapytał:

Czy dzban jest pełen?

     Tym razem świetni studenci zaczęli rozumieć. Jeden z nich odpowiedział:

Prawdopodobnie nie.

 Dobrze.

Odpowiedział stary profesor. Pochylił się jeszcze raz i wyjął spod biurka naczynie z piaskiem.      
Z uwaga wsypał piasek do dzbana. Piasek zajął wolna przestrzeń miedzy kamieniami i żwirem. Jeszcze raz zapytał:

Czy dzban jest pełen?

     Tym razem, bez zająknienia, świetni studenci odpowiedzieli chórem: Nie.

Dobrze.

Odpowiedział stary profesor. I tak, jak się spodziewali, wziął butelkę wody, która stała na biurku i wypełnił dzban aż po brzegi Stary profesor podniósł wzrok na grupę studentów i zapytał ich:

Jaka wielka prawdę ukazuje nam to doświadczenie?

Niegłupi, najbardziej odważny z uczniów, biorąc pod uwagę przedmiot kursu, odpowiedział:

To pokazuje, ze nawet jeśli nasz kalendarz jest całkiem zapełniony, jeśli naprawie chcemy, mażemy dorzucić więcej spotkań, więcej rzeczy do zrobienia.

 Nie -  odpowiedział stary profesor, To nie o to chodziło.

     Wielka prawda, która przedstawia to doświadczenie jest następująca:

Jeśli nie włożymy kamieni, jako pierwszych do dzbana, później nie będzie to możliwe.
Zapanowało głębokie milczenie, każdy uświadomił sobie oczywistość tego stwierdzenia.

     Stary profesor zapytał ich: "Co stanowi kamienie w waszym życiu?" "Wasze zdrowie?", "Wasza rodzina?", "Przyjaciele?", "Zrealizowanie marzeń?", "Robienie tego, co jest wasza pasja?" "Uczyć się?", "Odpoczywać?", "Dać sobie czas...?", "Albo jeszcze coś innego?", "Należy zapamiętać, że najważniejsze jest włożyć swoje KAMIENIE jako pierwsze do życia, w przeciwnym wypadku ryzykujemy przegrać własne życie, Jeśli damy pierwszeństwo drobiazgom (żwir, piasek), wypełnimy życie drobiazgami i nie będziemy mieć wystarczająco dużo cennego czasu, by poświęcić go na ważne elementy życia.

     Zatem nie zapomnijcie zadać sobie pytania: "Co stanowi kamienie w moim życiu?"

     Następnie, włóżcie je na początku do waszego dzbana (życia). Przyjacielskim gestem dłoni, stary profesor pozdrowił audytorium i powoli opuścił salę...


PS. Jeżeli podobał Ci się ten post i myślisz że warto się nim jeszcze z  kimś podzielić, to zapraszam do udostępniania i polubienia mojej stron na FB. Link do niej znajdziesz w prawym , górnym roku na moim blogu .

Dziękuję, że dotrwałeś/aś do końca i życzę Ci mądrości , abyś potrafił/a dobrze wykorzystać swój czas.




piątek, 4 września 2015

Ja już nie piję żadnego alkoholu



Z rana pojechaliśmy z dziadkiem Hubertem bo miasta, bo dziadek chciał zagrać w lotto. Na godzinę 11.30 byliśmy zaproszeni do jego znajomych na obiad . Z racji tego że mieliśmy jeszcze sporo czasu dziadek powiedział do mnie ;

   Jedź teraz pod dom mojego syna – zobaczymy co tam u niego się dzieje i czy jest w domu.

Tak jak sobie życzył, zawiozłem do do jego syna. Mieliśmy dzisiaj szczęście bo udało nam się go zastać w domu. Przywitaliśmy się z nim i zaproponował nam coś do picia . Dziadek oczywiście twardo odmówił alkoholu , twierdząc że teraz to on już nic nie pije, bo lekarz mu zabronił. Dlatego poprosił o wodę, a ja wypiłem z jego synem kawę. Byliśmy u niego może z jakieś 40 min i pojechaliśmy do tych znajomych na obiad .

Tam również gdy został zapytany czy chce się napić piwa odpowiedział ;

   Ja już nie piję żadnego alkoholu , jedynie piwo bezalkoholowe . 

No i takie też dostał . Jedzenie było bardzo dobre , ale po obiedzie przyszedł czas aby wracać do domu . Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w drogę .

Po powrocie do domu dziadek pierwsze co to poleciał do lodówki aby z gwinta napić się wódki, bo ciągle trzyma tam butelkę w gotowości aby się chłodziła. No dobrze – pomyślałem , jak chce to niech pije. Poszedłem do siebie do pokoju na górę a dziadek został w kuchni.  Po jakichś 20 min zszedłem na dół aby zobaczyć co robi.

Wchodzę do kuchni i widzę, że na kuchence stoi garnek , więc pytam go;

   Po co pan wyciągnął ten garnek ? chce pan coś jeszcze jeść czy jest Pan jeszcze głodny ?

Odpowiedział;

  Będę gotował jajka bo już nic nie mamy..

Podszedłem więc do szafkę gdzie były ugotowane jajka , pokazałem mu je i powiedziałem;

  Jak nie mamy , proszę zobaczyć . Ma pan tutaj jeszcze dwa jaja więc to starczy na jutro i sobotę . Dlatego też nie musi pan teraz już nowych gotować bo mogę to zrobić w niedziele rano aby miał pan wtedy świeże.

Na to dziadek odpowiedział oburzony, podniesionym głosem;

   Przecież 2 jajka to nic . To jest przecież za mało!

Na to spokojnie mu odpowiedziałem;

  Od 6 miesięcy jak tu jestem z panem je pan tylko jedno jajko na śniadanie. Przez cały ten czas nie zdarzyło się ani razu aby zjadł pan dwa albo więcej . Dlatego uważam, że nie ma potrzeby teraz nowych gotować, a mówienie że nic pan nie ma jest bezpodstawne, bo ma pan jeszcze ugotowane jajka na 2 dni. 

Jak to usłyszał to wybuchł gniewem , wziął te jajka do ręki i zrobił ruch jakby chciał je wyrzucić przez okno mówiąc przy tym;

Mam już tego wszystkiego dość! Lepiej wypierdol to przez okno !

Gdy to usłyszałem to widziałem że w tym czasie gdy byłem na górze to nie wypił tylko jednego łyka, ale więcej. Nawet nie chciałem już zaglądać do lodówki aby sprawdzić ile ubyło z butelki, czy wdawać się z nim w rozmowę. Nauczony doświadczeniem wiem dobrze , że w takim momentach to nie ma sensu. Najlepiej zejść mu z drogi i zostawić go samego i tak też zrobiłem . Zalałem sobie herbatkę i poszedłem do siebie do pokoju aby to spisać na tych stronach. Nawet teraz jak to pisałem to słyszałem, że kilka razy otwierał lodówkę (pewnie łykał wódkę) i wziął sobie piwo. Nie muszę teraz schodzić na dół aby wiedzieć co tam zobaczę. Dziadek siedzi przy stole w kuchni , rozwiązuje krzyżówki i upija się. I tak prawie każdego dnia to samo ... Jest to smutne ale niestety prawdziwe…




PS. Jeżeli podobał Ci się ten post i myślisz że warto się nim jeszcze z  kimś podzielić, to zapraszam do udostępniania i polubienia mojej stron na FB.

https://www.facebook.com/Opieka-os%C3%B3b-starszych-1499674176983929/timeline/?ref=aymt_homepage_panel

Dzięki temu będziesz zawsze na bieżąco . No i oczywiście zapraszam do komentowania - zostaw jakiś ślad po sobie .