wtorek, 31 maja 2016

Doświadczenia życiowe

 


Choć dziadek miał prawą stronę ciała sparaliżowaną, to był w stanie sam wsiąść na wózek inwalidzki ze swojego łózka i pojechać nim do toalety. Tak tez było i tej nocy gdy zadzwonił sygnał w moim pokoju. Oznaczało to, ze dziadek potrzebuje mojej pomocy lub coś chce.

   Wyrwany ze snu w środku nocy biegnę do jego pokoju. Tam jednak go nie było, więc udałem się do łazienki. Wchodzę do środka i oczom nie wierze. Dziadek siedzi na toalecie cały wysmarowany kalem a obok niego rozerwany pampers. Gdy sam próbował go ściągnąć, to wysmarował się od pasa w dol, a przy okazji tez podłogę i toaletę.

Zabrałem się wiec za robotę. Najpierw umyłem dziadka, potem zmieniłem mu pampersa i położyłem go spać. Sam natomiast wróciłem do łazienki,  umyłem podłogę i wyczyściłem toaletę. Jednak gdy to robiłem, to bylem dość zdenerwowany, bo jakby nie było,   nie jest to nic przyjemnego.
Gdy wszystko było znowu czyste sam tez wróciłem do łózka.

   Następnego dnia, gdy zastanawiałem się na spokojnie nad tym, co się w nocy stało zrozumiałem, że tak naprawdę dziadek tego nie chciał. On chciał to sam zrobić, aby nie musiał mnie budzić w nocy. Niestety nie wyszło mu i stało się tak a nie inaczej. Jednak to już było dla mnie nie ważne. Gdy to do mnie dotarło  powiedziałem mu.

    „Następnym razem gdy będzie musiał się pan załatwić w nocy, czy zmienić pampersa to proszę śmiało po mnie dzwonić. Wtedy przyjdę i razem sprawnie załatwimy sprawę. Dzięki temu w przyszłości unikniemy takich sytuacji, że wszystko będzie brudne a ja będę miał jeszcze więcej pracy”. 

   Dziadzio zrozumiał o co mi chodziło, i od tego momentu już zawsze po mnie dzwonił gdy czegoś potrzebował. Dzięki temu taka sytuacja już więcej się nie powtórzyła .

   Dlatego myślę że nie warto się od razu denerwować jeśli stanie się coś , czego byśmy nie chcieli, co sprawi nam jakąś trudność. Często denerwujemy się zbyt łatwo i nie dostrzegamy przez to tego, co często jest gdzieś tam ukryte. Nie zawsze jest tak, że nasi podopieczni chcą robić nam na przekór, choć na pierwszy rzut oka mogłoby to tak wyglądać . I tak jak widzimy w tym przypadku to on wcale tego nie chciał zrobić. Chciał abym mógł spokojnie spać i odpocząć sobie, dlatego próbował zrobić wszystko sam. Świadomość tego, i takie spojrzenie na sprawę wszystko zmienia .

   I myślę, że tak też jest w naszym codziennym życiu . Często nie potrafimy dostrzec tego ukrytego sensu w doświadczeniach jakie nas spotykają . Widzimy tylko te złe strony i nawet nie zadajemy sobie trudu , aby się nad tym wszystkim głębiej zastanowić . Aby zapytać - dlaczego tak właśnie się stało ? czy jest w tym jakiś sens ? Jak mam to rozumieć ? Czy w przyszłości może wyniknąć z tego jakieś dobro ?

   Takim prostym przykładem może być koniec związku . Dziewczyna zostawia faceta ze złamanym sercem a ten nie wie co ma w takiej sytuacji zrobić . Załamany nie widząc wyjścia z sytuacji sięga po alkohol czy narkotyki, użala się nad sobą, czy często nawet nie ma ochoty żyć. W ten sposób coraz bardziej się pogrąża i wyniszcza, nie rozwiązując wcale problemu w jakim się znalazł.

   Czy nie lepiej byłoby w takiej sytuacji usiąść na spokojnie i to wszystko przemyśleć ? Zapytać się dlaczego tak, a nie inaczej się stało ? Kto popełnił w tym wszystkim błąd ? Jeśli jakiś popełniłem, to jak mogę go w przyszłości uniknąć ? Czy tak naprawdę to ona była tą właściwą kobietą dla mnie ?

   Myślę że gdy znajdziemy odpowiedzi na te, czy podobne pytania to będziemy w stanie wyciągnąć jakieś dobro z tego doświadczenia na przyszłość . Dzięki temu łatwiej nam będzie zaakceptować to, co się stało i z nadzieją patrzeć w przyszłość . A wtedy gdy już taka osoba spotka na swojej drodze życia tą właściwą osobę, będzie mogła spojrzeć w przeszłość i powiedzieć - dobrze że wtedy stało się tak a nie inaczej . Bo gdybym dalej trwał w tamtym związku nigdy nie odnalazłbym Ciebie , nigdy nie odnalazłbym prawdziwego szczęścia .

   I myślę że tak właśnie często jest, tylko my nie potrafimy w pierwszym momencie dostrzec tego ukrytego dobra. Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny i dlatego tak wiele zależy od tego, w jaki sposób patrzymy i podchodzimy do doświadczeń/niepowodzeń w naszym życiu. Zawsze można znaleźć jakieś wyjście i obrócić nasze niepowodzenia w jeszcze większe dobro.

   Niech tego przykładem będzie historia węgierskiego artysty Arpada Sebesty , który został kiedyś wezwany by namalować portret Elmera Kelena, multimilionera. Sebesy spędził tygodnie nad tym portretem. Praca była szczególnie trudna, ponieważ Kelen zgodził się pozować artyście tylko trzy razy i to stanowczo za krótko.
W rezultacie Sebesy był zmuszony do kończenia portretu z pamięci. Pomimo ograniczeń Sebesy uważał, że portret jest odzwierciedleniem osoby Kelena. Niestety Kelen wcale tak nie uważał. Arogancki milioner powiedział, że obraz jest kiepski i odmówił zapłaty. Młody malarz spędził wiele godzin pilnie pracując i nagle zdał sobie sprawę, że nic nie dostanie w zamian.
Kiedy milioner opuszczał jego studio, artysta poprosił: "Czy zechce pan podpisać list stwierdzający, że odmówił pan zapłacenia za portret, ponieważ nie przypomina on pana osoby?".
Kelen zgodził się, będąc bardzo zadowolony, że poszło mu tak łatwo.

   Miesiące później, kiedy Stowarzyszenie Węgierskich Artystów otworzyło wystawę w Galerii Sztuk Pięknych w Budapeszcie, zadzwonił telefon alarmujący Kelena. Ten pojawił się szybko w galerii i zobaczył portret, który namalował Sebesy. zatytułowany: Portret złodzieja. Arogancki milioner zażądał, by portret natychmiast zdjąć. Usłyszał odmowę, co go rozwścieczyło ponieważ obraz robił z niego pośmiewisko. Nie mógł jednak nic zrobić, ponieważ zobaczył przed swoim nosem podpisany przez siebie list, mówiący, że obraz wcale go nie przypomina.

   Milioner zrozumiał, że nie ma innego wyjścia poza kupnem tego obrazu. Młody artysta nie tylko śmiał się ostatni, ale również zamienił swoje niepowodzenie w niezły zysk, bo kiedy milioner zaoferował kupno tego portretu, usłyszał cenę 10 razy wyższą od początkowej!
Widzicie, artysta nie poddał się niepowodzeniu, problemowi z którym musiał się zmierzyć. Obmyślił dobrą drogę, nie poddał się rozgoryczeniu/złości i potrafił obrócić niepowodzenie w jeszcze większe dobro. Bo często tak właśnie jest , że kiedy jedne drzwi się zamykają, inne stają przed nami otworem.


A jak tu u Ciebie wygląda drogi czytelniku?

Czy potrafisz dostrzec to ukryte dobro, jaki znajduje się w Twoich doświadczeniach życiowych?
Czy może należysz do tych osób, które uginają się pod ciężarem doświadczeń/problemów jakie Cię spotykają w życiu?
Czy potrafisz obracać swoje niepowodzenia jeszcze większe dobro ?
Do jakiej grupy ludzi Ty należysz ?



Dlatego życzę Ci drogi czytelniku otwartych oczu serca, abyś potrafił/a dostrzec to ukryte dobro, jakie może wyniknąć z Twoich doświadczeń życiowych . Abyś potrafił/a z każdego doświadczenia wyciągnąć dla siebie jakieś dobro i naukę na przyszłość. W ten sposób, będzie Ci łatwiej iść przez życie.


Ps. Jeżeli podobał Ci się ten post to udostępnij go znajomym. Zapraszam Cię również do odwiedzenia i polubienia mojej strony Życie poświęcone innym na Facebooku. 

piątek, 20 maja 2016

Szukaj radości w najmniejszych rzeczach dnia codziennego.




Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wiele posiadasz? Jak wielkie masz szczęście w życiu?

Myślę, że warto się na chwilę zatrzymać i zastanowić się nas tym. Przyznam Ci się, że ja sam przez długi czas tego nie dostrzegałem. Zmieniło mi się to wszystko gdy zacząłem pracować jako opiekun osób starszych. Gdy człowiek namacalnie spotyka się z cierpieniem, to wtedy zaczyna inaczej patrzeć również na swoje życie. Dopiero wtedy zacząłem doceniać to, że jestem silny i zdrowy. Że mam dobry słuch i wzrok, że mogę chodzić czy jeździć samochodem... Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad tym,
i nie miało to dla mnie większego znaczenia.

A jak tu u Ciebie wygląda? Czy potrafisz się cieszyć z tego co masz?

Tak wielu ludzi na świecie nie ma co jeść, cierpią na przeróżne choroby często z niewielką lub czasem żadną nadzieją na wyzdrowienie. Tak wiele osób jest samotnych, niemych czy pozbawionych słuchu. Gdy zdałem sobie z tego sprawę, to w moim sercu  pojawiła się wdzięczność i radość. Zacząłem doceniać to jak wiele posiadam. Cieszyć się z małych rzeczy, z cudów dnia codziennego. Od tamtej chwili wiele zwykłych z pozoru rzeczy, zaczęło mi sprawiać radość. Słuchanie muzyki, zwykły spacer, patrzenie na piękno przyrody, wsłuchiwanie się w śpiew ptaków czy szum drzew.

W dużej mierze nauczyłem się tego od dziadków, którymi się opiekowałem.
Jeden miał życzenie abym każdego dnia woził go samochodem. Miał prawą stronę ciała sparaliżowaną i jeździł na wózku inwalidzkim. Nie potrafił też prawie nic powiedzieć, jednak to nie powstrzymywało go przed tym, aby cieszyć się życiem. Nawet w takim stanie potrafił cieszyć się z piękna przyrody i każdą chwilą jaką miał. I tak każdego dnia, wsadzałem go do samochodu, wózek wkładałem do bagażnika i gdzieś jechaliśmy. Dziadek pokazywał mi kierunek drogi, gdzie chce abym jechał, i w ten sposób sam decydował o naszej trasie. Gdy nie było ładnej pogody to tylko z nim jeździłem, a on
z zachwytem oglądał wszystko przez okno samochodu. Natomiast jeśli była ładna pogoda to często jechaliśmy gdzieś do lasu czy parku. Wtedy wysadzałem dziadka na wózek
i spacerowaliśmy razem. A on obserwował wszystko i cieszył się z piękna przyrody.
Gdy widział jakiś kwiat, to często się przy nim zatrzymywał i i go podziwiał.
Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałem. To od niego właśnie nauczyłem się takiej wrażliwości na piękno przyrody.

Drugi natomiast był bardzo spokojną i ciepłą osobą. Często siadał sobie przed drzwiami swojego domu i obserwował stamtąd ulicę. Kiedyś, gdy tak z nim siedziałem powiedział do mnie;

    Popatrz Grzegorz na to drzewo. 

Wskazał palcem na drzewo zasadzone przed jego domem.

    Gdy je zasadzałem to było bardzo małe, a teraz wyrosło i jest dzisiaj takie duże. 

i po chwili milczenia dodał

    Skoro tak wyrosło, to mam tu bardzo dobrą ziemię. 

Uśmiechnął się do mnie, i dalej się w nie wpatrywał ciesząc się z tego, że takie duże mu ono urosło.

I ktoś mógłby powiedzieć, że to przecież nic takiego. Drzewa zawsze rosną i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. No własnie, może i nie. Ale czy będąc na jego miejscu, czy patrząc na swoje drzewo na podwórku potrafisz się cieszyć z tego jak Ci rośnie? Czerpać radość z tego, że masz dobrą, żyzną glebę? Ja kiedyś bym nawet nie wpadł na taki pomysł, jednak dzięki niemu patrzę teraz na wiele rzeczy inaczej. Staram się dostrzegać to,
co często jest niewidoczne dla oczu, i z tego czerpać radość. I jestem wdzięczny za wszystko co mam, i za każdy dzień jaki jest mi dane przeżyć.

Dlatego życzę ci drogi czytelniku otwartych oczu i wrażliwego serca na otaczający cię świat. Abyś potrafił cieszyć się z najmniejszych rzeczy, które przynosi Ci każdy nowy dzień. Abyś mógł czerpać radość z tego, że masz zdrowie i możesz w pełni cieszyć się życiem. Zatrzymaj się i spróbuj dostrzec to, co jest niewidoczne dla oczu. Zmień swoje nastawienie do życia na bardziej pozytywne, a zobaczysz, że nabierze ono kolorów i zagości w nim radość.





PS. Jeżeli podobał Ci się ten post, to udostępnij go i podziel się nim z innymi. Zapraszam Cię również do odwiedzenia mojej strony Życie poświęcone innym na Facebooku. 

piątek, 13 maja 2016

Idź przez życie z uśmiechem na twarzy




Z uśmiechem na twarzy łatwiej jest iść przez życie i radzić sobie z problemami, jakie napotykamy na naszej drodze.

Zgodzisz się z tymi słowami?
Czy zastanawiałeś/aś się kiedyś nad tym?

Ja osobiście mógłbym się pod tym podpisać. Wiem, że tak właśnie jest.
Jeśli nie jesteś sam i masz się z kimś śmiać , to wtedy wszystko się zmienia. Świat nabiera kolorów a smutek wypełnia radość. Potrafimy wtedy inaczej spojrzeć na to, co może stanowić dla nas problem. Dlatego myślę, że warto iść przez życie z uśmiechem i szukać we wszystkim jakichś dobrych stron. Ja często tak właśnie robię i zawsze staram się pokazać osobie, którą się opiekuję, że wcale nie jest tak tragicznie jakby mogło się jej to wydawać. Staram się ją najpierw rozśmieszyć a potem pokazać jej, że wcale nie jest tak źle jak ona to widzi.

Myślę, że w dobry sposób pokazuje to historia związana z babcią, którą się tutaj opiekuję.

Było to na samym początku kiedy tutaj przyjechałem. Babcia była wtedy po 2-giej chemioterapii i zaczęły jej już wypadać włosy. Nie wyglądało to już dobrze więc zmuszony byłem ogolić jej głowę na króciutko. Nigdy bym nie pomyślał, że włosy mogą być dla kobiety tak ważne. Babcia miała zawsze piękne, gęste włosy o które bardzo dbała. Często chodziła do fryzjerki, przycinała je, układała, farbowała by zawsze były ładne.
A tutaj nagle przyszła choroba i trzeba było je ściąć. Gdy je obciąłem babcia była bardzo smutna, tak jakby ktoś zgasił w jej życiu światło. Nie mogła na siebie patrzeć w lustrze gdy widziała, że nie ma włosów.

Było mi jej żal, więc poszedłem do siebie i ogoliłem sobie głowę na zero. Poszedłem do niej i posadziłem przed lustrem w łazience. Nachyliłem się nad nią, przystawiając moją głowę do jej i powiedziałem-

Niech Pani spojrzy w lustro i popatrzy. Widzisz Pani, teraz oboje mamy elegancką fryzurkę :) 

W tym momencie babcia wybuchła śmiechem, a ja zacząłem z nią rozmawiać. Powiedziałem jej

Niech Pani się nie martwi tak tymi włosami, bo po chemioterapii one odrosną i będą jeszcze silniejsze. Trzeba patrzeć na dobre tego strony. Teraz nie musi Pani ich tak długo suszyć i czesać. Nie będzie żadnego łupieżu, nie potrzebuje Pani żadnych odżywek, farb czy innych specyfików. No i nie trzeba do fryzjera tak często jeździć więc i pieniądze Pani na tym zaoszczędzi. Trzeba szukać tych dobrych stron a nie koncentrować się na tych złych. 

Wtedy babcia przyznała mi rację i już więcej nie smuciła się z powodu włosów. Śmiała się często z tego bo mówiłem jej,że teraz ma włoski jak mały kurczaczek. Dzięki temu, łatwiej jej było poradzić sobie z tym problemem. Ja natomiast więcej się przy tym śmiałem i łatwiej mi się pracowało.

Myślę, że własnie w taki sposób powinniśmy też podchodzić do wielu sytuacji w naszym codziennym życiu. Tak często denerwujemy się z powodu błahostek i pozwalamy zabrać sobie pokój i radość. Widzimy często tylko te złe strony i nawet nie zadajemy sobie tego trudu, aby poszukać tych dobrych stron. A one zawsze gdzieś tam są. Życie wcale nie jest szare i usłane cierniami. Jeśli tylko podejdziesz do niego z uśmiechem na twarzy i zmienisz swoje negatywne nastawienie, to sam/a to dostrzeżesz.  Z humorem wiele problemów wygląda inaczej, i już tak bardzo nas one nie przerażają.

Więc uśmiechnij się i ciesz się życiem. Pomyśl o tym, że jest jeszcze wiele pięknych i dobrych rzeczy, za które powinieneś/powinnaś być wdzięczny/a i z których możesz się każdego dnia cieszyć.



PS. Jeżeli podobał Ci się ten post i myślisz że warto się nim jeszcze z  kimś podzielić, to zapraszam do udostępniania i polubienia mojej stron na FB. Możesz to zrobić za pomocą zakładki z znajdującej się po lewej stronie.

Dzięki temu będziesz zawsze na bieżąco. No i oczywiście zapraszam do komentowania - zostaw jakiś ślad po sobie.

piątek, 6 maja 2016

Samotność




Myślę, że nie ma takiego człowieka na ziemi, który by nie doświadczył w swoim życiu samotności. W pracy jako opiekun osób starszych często się z tym spotykam. Zazwyczaj jest tak, że dzieci już dawno wyprowadziły się z domu i pozakładały własne rodziny.
I mimo tego, że odwiedzały ojca co jakiś czas, to myślę że i tak czuł się on samotny.
Tym bardziej, że dziadek był już schorowany i został sam po śmierci żony. Dwa razy opiekowałem się takimi właśnie dziadkami i towarzyszyłem im w tym końcowym etapie ich życia.

Takie osoby doświadczają wtedy samotności ostatniej prostej. Wyczytałem, że tak to się ładnie nazywa. Jest to samotność osoby zmęczonej życiem, która straciła bliską osobę, czuje się już niepotrzebna i ma wrażenie bycia dla innych ciężarem. Jest to uczucie związane ze stratą bliskich osób, poczucie bezsilności i niemożliwości pracy. Jest to często czas rozmyślań i refleksji nad swoim życiem. Doświadczają oni wtedy namacalnie procesu starzenia się i zdają sobie sprawę z tego, że wszystko zmierza ku końcowi.

Dlatego jest to bardzo ważne zadanie, aby te osoby nie czuły się samotne. Aby nie musiały spędzać całych dni w milczeniu, bo nawet nie mają się do kogo odezwać. Zawsze starałem się  otaczać je nie tylko opieką, ale również nawiązać z nimi relacje przyjaźni. Dać im poczucie tego, że jestem przy nich, niezależnie od tego, co by się nie działo. Zawsze zostawałem przy nich do końca. W dwóch przypadkach byłem przy nich gdy odchodzili z tego świata zasypiając w domu. I myślę , że to też jest bardzo ważne . Nie musieli spędzać swoich ostatnich dni samotnie w jakimś domu starców . Mogli spokojnie umrzeć w swoim własnym domu. który często budowali własnymi rękoma.

Ostatnio pisałem ze znajomą i opowiadała mi, o pewnym starszym małżeństwie. Musieli oni oddać do DPS-u swoją niepełnosprawną córkę / miała ona już ponad 50 lat i całe życie się nią zajmowali/ Po jej oddaniu choroba alzheimera bardzo szybko zaczęła postępować, pogarszając jej stan dosłownie z dnia na dzień. Niestety bardzo często tak to właśnie wygląda. Osoby starsze chorujące na demencję, czy jak w powyższym przypadku na alzheimera dużo lepiej się odnajdują we własnym domu. W otoczeniu, które przecież bardzo dobrze znają. To też bardzo im pomaga i jest dla nich bardzo ważne gdy wiedzą, że są u siebie.

Św. Jan Paweł II powiedział - jeśli czujesz się osamotniony to postaraj się odwiedzić kogoś, kto jest jeszcze bardziej samotny. Sam po sobie widzę, że takie podejście jest właściwe. Gdy w czasie mojej pracy pomagam danej osobie zaradzić samotności, to dzięki temu sam lepiej radzę sobie ze swoją. Gdy spędzam z nią czas, chodzę na spacery, jeżdżę na wycieczki, rozmawiam czy gram. Wtedy sam też nie czuje się samotny i łatwiej jest mi pracować dłuższe okresy czasu. Bo tak to właśnie jest, że pomagając innym pomagamy również i sobie.

Ale samotność jest dla mnie również takim czasem, kiedy mogę się zatrzymać i spojrzeć we własne wnętrze. Kiedy mogę być sam na sam ze sobą i z  Bogiem. Jest to dla mnie zawsze bardzo owocny czas i daje mi on siły do pracy każdego dnia. Pomaga mi to także w sytuacjach, kiedy osoby starsze zaczynają ze mną rozmawiać o śmierci. Czasami się jej boją i dzielą się ze mną swoimi lękami, a czasami przyjmują ją ze spokojem. Mają świadomość dobrego, spełnionego życia i wiedzą, że mogą spokojnie odejść z tego świata. Wiedzą, że ich dzieci sobie w życiu poradzą, że wszystko będzie dobrze.
Za każdym razem, gdy po takiej rozmowie osoby te są spokojniejsze i już tak bardzo się nie boją to wiem, że jestem na właściwym miejscu i to co robię ma sens.

W tym krótkim tekście chciałem CI przybliżyć samotność osób starszych, ale jest to tylko jeden z wielu rodzajów samotności.

Czy zadałeś/aś sobie kiedyś ten trud i zastanawiałeś/aś się nad samotnością swoich bliźnich? Nad tym, jak wiele osób wylewa łzy w samotności bo myśli, że wszyscy o niej zapomnieli i nikt nie zauważa ich cierpienia? Czy zastanawiałeś/aś się nad samotnością osób chorych i cierpiących, którzy każdego dnia muszą sami pokonywać problemy dnia codziennego? Czy znasz samotność tak wielu matek, które wychowują swoje dzieci bez niczyjej pomocy, bo zostały zostawione przez męża czy biologicznego ojca dziecka? Czy zastanawiałeś/aś się nad samotnością tak wielu osób bezdomnych, które muszą każdego dnia żebrać aby mieć na jedzenie?

Tak wiele osób doświadcza samotności w dzisiejszych czasach. Czy zdajesz sobie z tego sprawę? A prawda jest taka, że czasem nie potrzeba wiele aby im pomóc.
Czasem wystarczą zwykłe odwiedziny czy rozmowa telefoniczna. Pokazanie tej osobie,
że się o niej pamięta, że nie jest nam obojętna. Odwiedzenie chorego w szpitalu czy pomoc starszej osobie w zwykłych domowych czynnościach, lub zrobienie jej zakupów.
No a jeżeli sam/sama również doświadczasz samotności, to czy tym bardziej nie powinieneś/powinnaś pomóc innym, jeżeli wiesz że w ten sposób również pomożesz i sobie?

Zatrzymaj się na chwilę i zastanów nad tym wszystkim, a może wtedy dostrzeżesz to, czego do tej pory nie wiedziałeś/aś. Wtedy będziesz mógł/mogła coś zmienić czy to w swoim życiu, czy w życiu innej osoby dotkniętej samotnością.

Na koniec chciałbym podzielić się z Tobą tekstem Katie F. Wiebe i może jeszcze w ten sposób skłonić Cię do refleksji nad samotnością.

Wyleczyć się z samotności

Powszechnym wrogiem ludzkości jest samotność... 
jest ona uniwersalnym uczuciem. 
Występuje wśród pysznych i pokornych, 
bogatych i biednych, a nawet między małżonkami... 

Każde serce odczuwa ból samotności. 
Nawet Jezus, zanim został wydany i ukrzyżowany, 
czuł się samotny, dlatego prosił swoich uczniów, 
aby czuwali wraz z Nim.

Wykorzystaj swój czas na budowanie przyjaźni 
nawet z indywidualistami, którzy niekoniecznie 
mogą pasować do twojego środowiska. 

Najlepszymi przyjaciółmi nie zawsze są ci, 
których ty najbardziej potrzebujesz. 

Odwiedzaj ludzi starszych i chorych, 
dziadków, ciocie, wujków. 
Swojemu sąsiadowi zaoferuj pomoc. 

Prowadź regularną korespondencję... 
Pamiętaj, że to, co robisz dla kogoś, 
pomaga tej osobie, a jednocześnie pomaga tobie.

Spójrz na siebie jako na osobę wartą miłości, 
nawet jeżeli w tej chwili nikt nie klęka 
przed tobą z różą w dłoni, aby ci to powiedzieć. 

Ale zauważ, że poczucie osamotnienia nigdy nie 
znika w ciągu jednej nocy. 

Musisz pozbywać się go stopniowo... 
każdego dnia.

Mogą być chwile, kiedy zapłaczesz... 
ale tylko chwilkę. 

Życie toczy się dalej. 

A w swoim życiu zdaj się na 
Chrystusa jako twego Pana i Zbawcę. 

On... ponad wszystkich... 
może stać się twoim osobistym 
Przyjacielem.

Katie F. Wiebe


PS. Jeżeli podobał Ci się ten post i myślisz że warto się nim jeszcze z  kimś podzielić, to zapraszam do udostępniania znajomym lub polubienia mojej stron na FB. Link do strony znajdziesz w prawym górnym rogu mojego bloga .
Dzięki temu będziesz zawsze na bieżąco . No i oczywiście zapraszam do komentowania - zostaw jakiś ślad po sobie .