niedziela, 23 listopada 2014

Sens cierpienia



 Pisać o cierpieniu nie jest łatwo. Jednak zdecydowałem się na to rozważanie, ponieważ jest bo bardzo ważny temat i może trochę za mało się o nim mówi...
A przecież cierpienie dotyka każdego z nas, spotykamy się z nim na co dzień i doświadczamy go w przeróżnych formach. Myślę, że wielu z nas kojarzy się to słowo z bólem. Ból ten jednak może przybierać przeróżne postacie, może być fizyczny, może być to ból zadany nam przez drugą osobę, która w jakiś sposób nas zraniła, ból rozstania z ukochaną osobą, ból związany ze śmiercią kogoś nam bliskiego...

   Możemy doświadczać cierpienia bezpośrednio, np. gdy dotyka nas jakaś choroba lub pośrednio, np. gdy gdy jakieś cierpienie dotyka kogoś w naszej rodzinie lub wśród naszych bliskich. Jednakże, jakie by ono nie było, zawsze przygniata człowieka, napełnia go smutkiem, często zamyka go na bliźniego lub odbiera chęć do życia, do jakiegokolwiek działania. W takich chwilach często czujemy się bezradni, tak jak małe dziecko, które samo nie potrafi sobie pomóc.

   Doświadczając cierpienia , jakichś problemów , zdajemy sobie sprawę z naszej kruchości i bezradności. Wtedy już nie jesteśmy tacy pewni siebie, lecz zaczynamy szukać pomocy, co dla nas – ludzi nie zawsze jest takie proste. Często szukamy pomocy tam, gdzie niestety jej nie znajdujemy. Ludzie, którzy nie potrafią sobie poradzić z tym, co ich spotyka w codziennym życiu, często uciekają w alkohol, narkotyki lub jakieś inne używki. Szukają pomocy w różnych sektach lub u ludzi, którzy później ich wykorzystują i ranią, zadając im tym samym nowy ból. W ten sposób przysłowiowe koło się zamyka, a w życiu takiego człowieka nie zmienia się nic.

   Jak więc w takich sytuacjach sobie radzić? W jaki sposób lub gdzie szukać pomocy?
Jezus dał nam z przykład dziecko, więc może warto i teraz na nie spojrzeć. Gdy popatrzymy na małe dziecko i na jego zachowanie, gdy doświadcza jakichś problemów lub jest w sytuacji (dla niego) bez wyjścia, to automatycznie szuka ono pomocy u swoich rodziców, ponieważ wie, że tylko oni potrafią mu pomóc.

   Bóg jest naszym Ojcem, a my wszyscy jesteśmy Jego dziećmi. Czy nie powinniśmy więc u Niego szukać pomocy? Jezus zaprasza każdego z nas słowami „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię” (Mt. 11,28). Jezus pragnie pocieszać i pomagać szczególnie tym, którzy są utrudzenie i obciążeni, którzy doświadczają w swoim życiu cierpienia i może już nie potrafią sobie z nim poradzić. Tymi słowami Jezus zachęca każdego człowieka, który ugina się pod ciężarem kłopotów dnia codziennego, kto traci już nadzieję doświadczając w swoim życiu jakiejś choroby, niepowodzeń życiowych lub problemów materialnych. Jezus pragnie, abyś właśnie u niego szukał pomocy.

   Czytając słowa Ewangelii, możemy odnaleźć wiele takich sytuacji, kiedy ludzie przychodzą do Jezusa i u niego szukają pomocy. A nie były to tylko pojedyncze osoby, lecz często jest mowa o całych tłumach, które ciągnęły do Niego nie tylko po to, aby Go słuchać,lecz także po to, aby doświadczyć uzdrowienia. I tak widzimy np. kobietę chorą na krwotok, która została uzdrowiona, gdy dotknęła się frędzli u Jego szaty, widzimy opętanych, z których Jezus wyrzuca złe duchy, widzimy niewidomych, chromych i trędowatych, których Jezus uzdrawia. Takich przykładów możemy odnaleźć jeszcze więcej na kartach Ewangelii. Ci wszyscy ludzie, szukali pomocy u Jezusa i nie doznali zawodu, nie odeszli rozczarowani ani oszukani.

   Jezus w czasie swojego ziemskiego życia pokazał nam swoim przykładem, jaka powinna być nasza postawa wobec cierpienia. Na kartach Ewangelii widzimy przecież Jezusa cierpiącego. Widzimy Jego cierpienie, które rozpoczyna się już na Górze Oliwnej. Widzimy Jezusa zdradzonego i sprzedanego za 30 srebrników, przez jednego ze swoich uczniów. Widzimy św. Piotra, który 3 razy zaparł się Jezusa, kiedy wcześniej zapewniał Go o tym , że nawet życie swoje za Niego odda. Dalej widzimy Jezusa biczowanego, niosącego krzyż na swoich ramionach, aby na nim oddać swoje życie dla naszego zbawienia. A gdy już wisi na krzyżu, widzimy go tak bardzo samotnego, że aż woła do Boga „Boże mój , Boże mój, czemuś Mnie opuścił”? (Mt. 27,46) W całym ogromie cierpienia, jakiego doświadczył, nie złorzeczył, nie przeklinał tych, którzy Mu zadawali ból, wyszydzali i opluwali, lecz w cichości i pokorze, przyjmując to cierpienie, wypełniał wole swojego Ojca.
Dlatego to Jezus powinien być dla nas wzorem do naśladowania, to on Niego powinniśmy się uczyć tego, jak znosić cierpienie.

   W konfrontacji naszego życia z cierpieniem wołanie Jezusa; „Jeżeli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje”. ( Mt. 16,24) staje się jeszcze bardziej aktualne. Te słowa Jezus kieruje do każdego z nas, ale to od nas zależy, jak na nie odpowiemy. To od nas samych zależy, czy idąc przez życie potrafimy tak jak Jezus znosić cierpienie (krzyż), jakie przyszło nam nieść na swoich bakach. Czy może będziemy zazdrościć innym pozornie łatwiejszego życia, tak jak człowiek z tej oto opowieści;

Był człowiekiem biednym i prostym. Wieczorem, po dniu ciężkiej pracy, wracał do domu zmęczony i w złym humorze. Patrzył z zazdrością na ludzi jadących samochodami i na siedzących przy stolikach w kawiarniach.

Ci to mają dobrze – zrzędził, stojąc w tramwaju w okropnym tłoku. Nie wiedzą, co to znaczy zamartwiać się....Mają tylko róże i kwiaty. Gdyby musieli nieść mój krzyż!

Bóg z wielką cierpliwością wysłuchiwał narzekań mężczyzn. Pewnego dnia czekał na niego u drzwi  jego domu.

Ach, to Ty, Boże – powiedział człowiek, gdy Go zobaczył. Nie staraj się mnie udobruchać. Wiesz dobrze, jak ciężki krzyż złożyłeś na moje ramiona.

Człowiek był jeszcze bardziej zagniewany niż zazwyczaj.
Bóg uśmiechnął się do niego dobrotliwie,

Chodź ze Mną. Umożliwię Ci dokonanie innego wyboru – powiedział.

Człowiek znalazł się nagle w ogromnej lazurowej grocie. Pełno było w niej krzyży; małych , dużych, wysadzanych drogimi kamieniami, gładkich, pokrzywionych.

to są ludzkie krzyże – powiedział Bóg. Wybierz sobie , jaki chcesz .

Człowiek zrzucił swój własny krzyż w kąt i zacierając ręce, zaczął wybierać.
Spróbował wziąć krzyż leciutki, był on jednak długi i niewygodny. Założył sobie na szyję krzyż biskupi, ale był on niewiarygodnie ciężki z powodu odpowiedzialności i poświęcenia. Inny, gładki i pozornie ładny, gdy tylko znalazł się na ramionach mężczyzny, zaczął go kłuć, jakby pełen był gwoździ. Złapał jakiś błyszczący srebrny krzyż, ale poczuł , że ogarnia go straszne osamotnienie i opuszczenie. Odłożył go więc natychmiast. Próbował wiele razy , ale każdy krzyż stwarzał jakieś niedogodności. Wreszcie w ciemnym koncie znalazł mały krzyż, trochę już zniszczony używaniem. Nie był ani zbyt ciężki, ani zbyt niewygodny. Wydawał się być zrobiony specjalnie dla niego. Człowiek wziął go na ramiona z tryumfalną miną.

wezmę ten! Zawołał i wyszedł z groty.

Bóg spojrzał na niego z czułości. W tym momencie człowiek zdał sobie sprawę z tego, że wziął właśnie swój stary krzyż, ten, który wyrzucił , wchodząc do groty.

   Historia ta pokazuje nam, że możemy przyjąć dwie postawy w stosunku do cierpienia, które nas w życiu spotyka. Możemy go nie akceptować i obwiniać przy tym Boga, dlaczego to właśnie nas coś takiego spotkało. Ale w ten sposób wcale sobie nie pomożemy, wręcz przeciwnie, sami sobie będziemy przez to wyrządzali krzywdę. Natomiast drugą postawą, jaką możemy przyjąć jest pogodzenie się z cierpieniem, przyjęcie go z pokorą oraz zaakceptowanie i ofiarowanie go w połączeniu z modlitwą w jakiejś intencji. O takiej postawie mówi nam też św. Ojciec Pio , wypowiadając się na temat cierpienia. Powiedział; „cierpienie jest przeznaczeniem dusz wybranych; znoszenie po chrześcijańsku cierpienia jest warunkiem, z którym Bóg, dawca wszelkiej łaski i wszelkiego dobra wiodącego do zbawienia, związał obdarzanie nas chwałą. Zatem; w górę serca pokładające ufność w samym tylko Bogu; upokórzmy się pod Jego potężną ręką, przyjmijmy z pogodnym obliczem cierpienia, którym poddaje nas litość Ojca niebieskiego, aby wywyższyć nas w czasie swego nawiedzenia. 

   Jak więc widzimy, doświadczenie cierpienia w naszym życiu może także służyć większemu dobru, jeżeli tylko będziemy je przeżywać po chrześcijańsku; mając świadomość tego, że poprzez cierpienie upodabniamy się do cierpiącego Jezusa, który wtedy jest szczególnie blisko nas. Św. Piotr w jednym ze swoich listów mówi; „cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały”. (1P4,13) 
Podchodząc w taki sposób do cierpienia, będzie nam o wiele łatwiej znosić je na co dzień.

   Cierpienie przypomina nam także o nieubłaganym końcu naszego ziemskiego życia. Doświadczając cierpienia kogoś nam bliskiego, zdajemy sobie sprawę z tego, jak kruche jest nasze życie, że
„z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy”. Takie doświadczenie często prowadzi nas do refleksji nad naszym własnym życiem. W ten sposób doświadczenie to może nas doprowadzić do nawrócenia, do zmiany naszego postępowania. Ale do tego wszystkiego potrzeba nam wiary, wiary w obecność Chrystusa w naszym życiu oraz w tym, czego w nim doświadczamy.

   Na całym świecie jest tak wiele cierpienia, tak wiele bólu …. W drugim człowieku cierpi sam Chrystus, będąc w nim obecnym. Zastanawiając się nad tym, w jaki sposób mógłbym tym wszystkim osobom pomóc, przychodzi mi do głowy tylko jedno słowo – modlitwa.
Dzięki naszej modlitwie możemy ogarnąć wszystkich cierpiących ludzi. Dlatego chciałbym zakończyć to rozważanie właśnie modlitwą, która niech będzie zachętą do modlitwy za wszystkie te osoby, które w swoim życiu doświadczają cierpienia w jakiejkolwiek postaci.



Pomódl się;
za dzieci zaniedbane,
za dzieci pokłócone z rodzicami,
za dzieci smutne i przeżywające trudności,
za dzieci źle się uczące i mało zdolne,
za dzieci błąkające się poza domem,
za dzieci, którym w domu jest źle,
za dzieci trudne do wychowania,
za dzieci alkoholików bite, dręczone i poniewierane,
za dzieci bez matek i bez ojców....
To ich cierpienie jest jednym z cierpień Jezusa.

Pomódl się;
za małżonków skłóconych,
za małżonków, którym brakuje już miłości.

Pomódl się;
za matki oczekujące dziecka,
za ojców walczących z trudnościami materialnymi, 
za rodziców mających trudności z wychowaniem dzieci,
za rodziców o łaskę miłości i wierności. 

Pomódl się;
za rodzeństwa – o zgodę i miłość braterską,
za zakochanych, aby Bóg rządził ich miłością i dał im szczęście,
za cierpiących z miłości i źle pojmujących miłość,
za zrozpaczonych – bo ich troski są też cierpieniami Jezusa.

Pomódl się;
za chorych, przykutych do łóżek i skazanych na dożywotnie cierpienie,
za ludzi nie pogodzonych z cierpieniem,
za opuszczonych starców i ludzi samotnych,
za zdziwaczałych i wyszydzanych,
za tych, co nie umieją się poprawić.

Pomódl się za wszystkich, niech będą objęci modlitwą.
Nie pomijaj nikogo. Wiedź, że każde z tych cierpień jest cierpieniem Jezusa.
Bądź dobry dla Niego. 

                                                                 modlitwa Barbary Jabłońskiej
                                                                      na chwilę ciszy, s. 165-166



PS. Jeżeli podobał Ci się ten post i myślisz że warto się nim jeszcze z  kimś podzielić, to zapraszam do udostępniania i polubienia mojej stron na Życie poświęcone innym na Facebooku.
Dzięki temu będziesz zawsze na bieżąco . No i oczywiście zapraszam do komentowania - zostaw jakiś ślad po sobie . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz