czwartek, 4 grudnia 2014

Konfrontacja ze śmiercią


 

 Mówi się, że jedynym czego możemy być w 100% pewni to to, że kiedyś umrzemy. I myślę, że zgodzisz się ze mną, jeśli powiem że każdego z nas, prędzej czy później czeka śmierć. Wydaje mi się, że niewiele się o tym mówi, bo ludzie często boją się nawet myśleć o śmierci. Jednak, czy jest to dobre podejście jeśli się unika tego tematu?

W mojej pracy jestem często konfrontowany ze śmiercią. Od czasu gdy pracuję w tym zawodzie pochowałem już trzech dziadków, którymi się opiekowałem . Doświadczenia te skłoniły mnie do refleksji nad śmiercią, ale i także nad moim życiem. Bo przecież obydwa te tematy są niejako zależne od siebie. Zauważyłem to na przykładzie tych dwóch dziadków, którym dane mi było towarzyszyć, w tym ostatnim okresie ich życia.

Kiedyś zapytałem dziadka …. Wprost .

Czy boi się pan śmierci ?

Jego odpowiedź była prosta i konkretna, powiedział:

Dlaczego miałbym się bać śmierci? Nie boję się jej  Jestem zadowolony z mojego życia, że mogłem przeżyć je tak a nie inaczej. Wybudowałem dom , mam już dorosłe dzieci, które są już samodzielne i mam już wnuki. Śmierć czeka każdego z nas, więc czemu miałbym się jej bać ? Nie, nie boję się śmierci.

Przez całe swoje życie był człowiekiem myślącym pozytywnie i myślę że to też miało duże znaczenie w tym, że nie bał się śmierci. Gdy patrzył na swoje życie wstecz, to potrafił dostrzec te wszystkie dobre jego strony. Miał świadomość tego, że spełnił się w swoim życiu, że pozostawi po sobie ślad, a w pamięci swoich dzieci i wnuków będzie nadal obecny. Wiedział, że wypełnił swoje życiowe zadanie i może spokojnie odejść z tego świata, bo jego dzieci poradzą sobie gdy jego już zabraknie.

Pamiętam, że tego ostatniego dnia był bardzo niespokojny. Nie mógł usiedzieć na miejscu i ciągle się wiercił. Na śniadanie nie chciał zbyt wiele jeść, podobnie jak i na obiad. Miał już wtedy halucynacje, bo rozmawiał ze swoim zmarłym bratem tak, jakby był obecny w pokoju. Z powodu tego, że dziadek tak się ciągle wiercił pomyślałem, że może jest mu niewygodnie i posadziłem go na jego fotelu, w którym zawsze chętnie siedział . Jednak i to nie pomogło. Powiedziałem mu, aby spróbował się trochę przespać, ale to nic nie dało . Pomyślałem wtedy –

   A może ma mokrego pampersa ,albo się wypróżnił i dlatego tak się wierci ?

Podszedłem do niego i powiedziałem:

   Wezmę Pana teraz na ręce i położę na chwilkę na kanapie ,bo chcę sprawdzić czy nie ma pan mokrego pampersa.

No i tak jak powiedziałem, tak też zrobiłem. Wziąłem go na ręce, bo dziadzio nie był już w stanie o własnych siłach stać, a co dopiero chodzić, i przeniosłem go na kanapę. Położyłem go na niej delikatnie, ściągnąłem spodnie i wtedy zobaczyłem, że miałem rację. Ściągnąłem z niego pampersa, poszedłem go wyrzucić i wróciłem z miską wody, aby umyć dziadka zanim mu założę nowego . Gdy go umyłem, to zauważyłem, że ma niewielką ranę na kości ogonowej. Już wcześniej mu się takie rany robiły, dlatego lekarz przypisał mu na to takie specjalne plastry (coś takiego jak sztuczna skóra), które mu pomagały. Powiedziałem do niego;

   Widzę że zrobiła się panu kolejna rana na kości ogonowej i pewnie dlatego dzisiaj Pan mi się tak wiercił, bo to na pewno pana boli . Proszę się nie martwić – mam jeszcze trochę tych plastrów, więc zaraz Panu go nakleję , zmienimy pampersa i położę Pana do łóżka, aby nie musiał Pan siedzieć tylko mógł się położyć na boku , to wtedy nie będzie Pana tak bolało.

Nakleiłem dziadziowi ten plaster na ranę, zmieniłem pampersa na nowego i przetransportowałem go na górę do jego pokoju. Rozebrałem i położyłem do łóżka na boku, mówiąc aby spróbował się teraz trochę przespać. Zabezpieczyłem łóżko, tak aby z niego nie wyleciał i zostawiłem go. Tym razem również ze spania nic nie wyszło, bo dziadzio ciągle krzyczał, wołał swoją zmarłą siostrę. W tym momencie nie było to dla mnie nic nienormalnego, ponieważ już od kilku miesięcy dziadzio tak miał, że krzyczał i ją wołał, choć zazwyczaj było to w nocy, choć i w dzień też się zdarzało. Dlatego nie zwracałem już na to za bardzo uwagi. Co jakiś czas tylko przychodziłem do niego i sprawdzałem czy ma suchego pampersa, pytałem czy nie chce czegoś zjeść i dawałem mu pić – jeśli chciał.

Pamiętam, że w pewnym momencie zaczął śpiewać, a później była cisza. Poszedłem do niego, wszedłem po cichu do pokoju i zobaczyłem że dziadzio zasnął. Pomyślałem sobie;

   No i dobrze , w końcu udało mu się zasnąć to sobie odpocznie . Więc nie będę go teraz budził i dam mu trochę pospać do kolacji. 

Zgasiłem mu światło i wyszedłem z pokoju.

Wieczorem zrobiłem kolację , nałożyłem dziadziowi ładnie na talerz i poszedłem na górę do niego . Wchodzę śmiało do pokoju, zapalam światło i mówię;

   Kolacja jest już gotowa, może Pan już wstać .

Jednak ku mojemu zdziwieniu nie było żadnej reakcji, dziadzio leżał na boku, jedną rękę miał pod poduszką pod głową tak jak zasnął. Odstawiłem talerz z jedzeniem na bok, podszedłem do niego bliżej i wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że on już nie oddycha, że już nie żyje. Pamiętam że odsłoniłem jeszcze kołdrę i zobaczyłem że jego noga była już sina, także wtedy byłem już pewien, że dziadzio jest już ze swoim rodzeństwem u Boga. Zaraz też poszedłem do telefonu i zadzwoniłem do jego syna, aby go poinformować o tym, że jego tato zmarł. Czekając, aż przyjedzie modliłem się za dziadka przy jego łóżku i prosiłem Boga, aby go przyjął do siebie …

Było to dla mnie bardzo mocne doświadczenie, ponieważ przez te 18 miesięcy kiedy się nim opiekowałem to bardzo się z nim zżyłem. Zawsze mówiłem, że to jest „mój dziadzio” i tak też go traktowałem – jak swojego. I choć jego życie dobiegło końca, to byłem szczęśliwy że tak się stało , bo wiedziałem że już się nie męczy, że już jest razem ze swoim rodzeństwem. Myślę że spokojnie mogę powiedzieć że miał dobrą śmierć, bo czy może być lepsza jak umrzeć we śnie… Nie bał się śmierci i odszedł spokojnie z tego świata, mając świadomość spełnionego życia .

Niech odpoczywa w pokoju…



PS. Jeżeli podobał Ci się ten post i myślisz że warto się nim jeszcze z  kimś podzielić, to zapraszam do udostępniania i polubienia mojej stron na FB.

Dzięki temu będziesz zawsze na bieżąco . No i oczywiście zapraszam do komentowania - zostaw jakiś ślad po sobie .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz